– Często słyszę, że mam starą duszę – mówi Alicja Bachleda Curuś w wywiadzie dla Vivy!.

Aktorka przyznaje, że nie do końca ma osobowość gwiazdy. W swoim przekonaniu jest zdystansowana i pełna rezerwy. Mało towarzyska.

– Nie szukam pochwał, staram się uodpornić na wszelkie komplementy. W pierwszych kontaktach z ludźmi jestem raczej ostrożna. Usłyszałam przez to wielokrotnie, że przy pierwszym spotkaniu sprawiam wrażenie osoby mało towarzyskiej.

Dlaczego?

– Szukam prawdziwości. Kiedy widzę, że ktoś udaje, nabieram do niego dystansu.

Amerykańskie I’m fine, które Polacy często biorą za przejaw hipokryzji, zrozumiała. Wie, co kryje się za pospiesznie rzuconymi słowami, których pozytywne znaczenie czasem mija się z prawdą.

– Nie znajduję sensu w utrudnianiu sobie i innym życia ciągłym narzekaniem. Co więcej, widzę też, że Amerykanie są narodem, który potrafi szczerze cieszyć się z cudzych sukcesów.

O swoim mówi z ostrożnością.

– Naprawdę nie rozpatrywałam mojego pobytu w Los Angeles pod kątem „uda się zagrać wielką rolę w Hollywood czy nie” (śmiech).

Tym większą radością powinien być sukces.