Agnieszka Grochowska jest znaną aktorką, ale broń Boże celebrytką. Nie bywa na imprezach, na których główną atrakcją jest zgarnięcie torby z upominkami dla tzw. vipów. I krytykuje te panie, które na podobne wydarzenia chodzą przesadnie wystrojone.

– Nie interesuje mnie świat celebrycki. Czasem muszę pójść na jakąś premierę, ale nie uznaję biegania na otwarcia sklepów i bankiety – mówi w swojej wypowiedzi dla Rzeczpospolitej. – W Polsce zrobiliśmy z tego jakiś obłęd. Nie ma tego nigdzie w Europie. W porównaniu z naszymi celebrytkami Francuzki ubrane są wręcz skromnie. Skąd się u nas biorą te wzorce? Te Louboutiny, Vuittony, suknie bez pleców? Nie mam zielonego pojęcia.

Grochowska może podać sobie ręce z Dorotą Wellman, która w rozmowie z Galą powiedziała:

– Dla premiery jakiegoś kremu wkładają wyrafinowane suknie, godzinami się czeszą i malują. Są wiecznie młode i supersexy. Jeszcze tylko te usta w dziubek (zwane karpikiem lub glonojadem, bo za bardzo nadmuchane przez chirurgów plastycznych), dekolt po pas i już mamy sexy babcie. Makabra! Zastanawiam się, czy dla darmowego słoiczka kremu warto robić z siebie idiotkę.

Dla innych pań odpowiedź jest niestety twierdząca.

&nbsp

Agnieszka Grochowska: Nie uznaję biegania na bankiety

Agnieszka Grochowska: Nie uznaję biegania na bankiety