Olga Frycz przez lata nie mogła wybaczyć ojcu… “Wiem, że coś, komuś szepnął”
Choć dziś Olga Frycz i jej ojciec, legendarny Jan Frycz, chętnie pozują razem do zdjęć, ich wspólna droga była wyboista i pełna wzajemnych żalów. Relacje między nimi drastycznie się pogorszyły, gdy Olga – mimo dziecięcej fascynacji warsztatem ojca – postanowiła zawodowo pójść w jego ślady, co spotkało się z jego stanowczym oporem.
Aktorka wielokrotnie wspominała, że zamiast oczekiwanego wsparcia, ze strony ojca spotkała się z niechęcią, a nawet celowym rzucaniem kłód pod nogi, co na lata położyło się cieniem na ich rodzinnej więzi.
Jan Frycz to jeden z najwybitniejszych i najbardziej wszechstronnych polskich aktorów współczesnych, ceniony zarówno za kunszt teatralny, jak i magnetyczną obecność przed kamerą. Przez lata wypracował opinię artysty o niezwykłym instynkcie, potrafiącego z równą swobodą kreować postacie tragiczne, wyrafinowanych intelektualistów, jak i postacie skrajnie mroczne czy groteskowe.
Choć jego dorobek teatralny związany z najważniejszymi polskimi scenami (m.in. Teatrem Starym w Krakowie czy Teatrem Narodowym w Warszawie) jest imponujący, szeroka publiczność pokochała go za role filmowe i serialowe. W ostatnich latach prawdziwy renesans popularności przyniosła mu genialna, hipnotyzująca rola Daria w serialu “Ślepnąc od świateł”, która stała się niemal kultowym studium czystego zła i nieprzewidywalności.
Z Agatą Frycz aktor doczekał się córki Olgi. Ona również zrobiła spektakularną karierę.
Olga Frycz to jedna z najbardziej wyrazistych polskich aktorek młodego pokolenia. Choć pochodzi z aktorskiej rodziny, szybko wypracowała własny, unikalny styl oparty na naturalności, bezpretensjonalności i ogromnej sile wyrazu.
Szeroka publiczność pokochała ją za rolę Marysi w serialu “Dom nad rozlewiskiem”, jednak jej talent najpełniej rozbłysnął w kinie autorskim, gdzie stworzyła poruszające kreacje w filmach takich jak “Wszystko, co kocham”, “Weiser” czy “Boże skrawki”. Za swoje role była wielokrotnie nominowana do Orłów.
Niestety relacja aktorskiego duetu ojca i córki nie zawsze wyglądała jak z bajki.
Olga Frycz publicznie formułowała poważne zarzuty pod adresem ojca, twierdząc, że to jego ingerencja zamknęła jej drzwi do wymarzonej uczelni teatralnej.
Aktorka utrzymywała również, że przez interwencję Jana Frycza została wykluczona z obsady filmu “Sanktuarium” – aktor miał rzekomo postawić twórcom ultimatum dotyczące jej udziału w projekcie.
Poczucie krzywdy i zawód sprawiły, że na lata odsunęła się od ojca. Ich relacje stały się wówczas chłodne, a wzajemne kontakty – rzadkie i naznaczone dużym dystansem.
Wyprowadził się, gdy byłam mała i rzadko się widywaliśmy – wspominała przed laty na łamach “Party”.
Sceptycyzm Jana Frycza wobec aktorskich planów córki wynikał z jego surowego podejścia do zawodu.
Uważał on, że profesja ta nie powinna być dziedziczona automatycznie, jeśli nie idą za tym autentyczne zdolności i talent.
Wiem, że coś komuś szepnął i za pierwszym razem nie dostałam się do szkoły teatralnej, o której marzyłam od najmłodszych lat – mówiła Olga Frycz na łamach tygodnika “Świat i Ludzie”.
Przez lata nad relacją Jana i Olgi Fryczów wisiał cień dawnych sporów. Kością niezgody był związek aktorki z Jackiem Borcuchem, nawiązany w atmosferze skandalu, gdy reżyser był jeszcze związany z Iloną Ostrowską.
Jan Frycz, nie kryjąc dezaprobaty, trzymał się wówczas na dystans.
Lody pękły dopiero w chwili, gdy Olga została mamą. Narodziny wnuczki całkowicie odmieniły postawę aktora, który jako jeden z pierwszych pogratulował córce w szpitalu.
Od tego czasu ich więź rozkwitła na nowo – Jan stał się obecnym dziadkiem, a rodzinną zgodę przypieczętowali wspólnym wyjściem na premierę produkcji Krzysztofa Skoniecznego. Później natomiast publicznie pojawili się na widowni “Tańca z Gwiazdami”.