Gortat o cieniach grania w NBA: “Czy jest większe sk***ysyństwo?”
Marcin Gortat to były polski koszykarz, który odniósł sukcesy zarówno w lidze NBA, jak i na poziomie międzynarodowym – jest znany jako “Polski Młot” i jest jednym z najbardziej utytułowanych polskich koszykarzy w historii. Swoją karierę koszykarską rozpoczął w Polsce, a następnie przeniósł się do Niemiec, gdzie grał dla niemieckich klubów, zanim ostatecznie w 2008 roku zadebiutował w NBA.
Marcin Gortat o NBA: “Przygotuj się, będziesz wymieniony”
W NBA Gortat zyskał rozgłos przede wszystkim jako skuteczny środkowy. Grał dla takich drużyn jak Orlando Magic, Phoenix Suns i Washington Wizards. Największe sukcesy odnosił w barwach Wizards, gdzie był kluczowym graczem w ugrupowaniu razem z gwiazdami takimi jak John Wall.
Teraz w podcaście “W cieniu sportu” realizowanym dla “Przeglądu Sportowego Onet” opowiedział szczerze o swoim “amerykańskim śnie”. Ujawnił, jak wyglądają mechanizmy biznesowe praktykowane w NBA.
Czy jest większe sk***ysyństwo, które można zrobić zawodnikowi? W czasie meczu zawodnik podszedł do trenera i powiedział: w pierwszej kwarcie ściągnij go z boiska, bo został wymieniony. Mija osiem minut gry, timeout, zawodnik zostaje ściągnięty. Zdziwiony, bo zazwyczaj gra pełną kwartę i powinien odpocząć dopiero w drugiej. Wtedy trener przekazuje mu tę informację. Nie mogli poczekać do końca meczu albo zrobić tego wcześniej? Dlaczego mam żyć w bańce i opowiadać, że żyję swoim marzeniem, kiedy na co dzień dzieją się takie rzeczy? – wyznał Gortat.
Zdradza, że sam miał taką sytuację i wtedy zrozumiał, że to nie jest już pasja grania w NBA, a zwykła praca: “Magia minęła w dniu, kiedy biznes NBA zaczął za bardzo wpływać na to, co robimy na parkiecie. Podpisuję kontrakt na 60 mln dol., a rok później przychodzi gość, który podpisuje na 65 mln, choć nie ma połowy moich statystyk. Co więcej — ma być moim zmiennikiem, podczas gdy brakuje nam rzucającego obrońcy czy skrzydłowego i mogliśmy rozłożyć te pieniądze na dwóch średnich zawodników”.
Nie żyje ojciec Marcina Gortata! Łączyły ich trudne relacje
Wyjaśnia, że w NBA nie ma znaczenia, że ktoś zarabia więcej, “musisz go zniszczyć na treningu i pokazać, że jesteś najlepszy”.
Z 5-letniego kontraktu dograłem cztery, zaczął się ostatni rok i dzwonią telefony: przygotuj się, będziesz wymieniony. Masz 35 lat, więc będą próbowali jeszcze zgarnąć za ciebie jakiegoś pika. Jesteś mięsem. Nie będzie ładnego zakończenia kariery, kwiatów i serpentyn. Nie wynajmuj mieszkania na dłużej niż dwa miesiące, nie wysyłaj wszystkich aut, bo za chwilę będziesz odsyłał je z powrotem. To jest biznes. Albo się do niego zaadaptujesz i będziesz korzystał z niego, ile się da, co zresztą później zacząłem robić, albo zostaniesz przez ten biznes zniszczony — wspomina.
Koszykarz nie miał też problemu z poruszeniem tematu pieniędzy: “Mam dużą łatwość mówienia o tym (red. zarobkach), bo oficjalne informacje o moich kontraktach są dostępne w internecie. Każdy może je znaleźć”.
Kiedy podpisałem kontrakt na 60 mln dol. wszystko było mi obojętne, bo byłem już w pełni gwarantowany. Czułem, że nie mogą nic mi zrobić, nic zabrać. Zapracowałem sobie na to. Z drugiej strony w związku z tym, że byłem bardzo zacięty i miałem charakter, wiedziałem, że nie będę robił lelum polelum, tylko wchodzę i robię swoje. Wiedziałem, że reprezentuję nie tylko siebie, ale i mój kraj, moje nazwisko i rodzinę. Oglądało mnie tysiące dzieci. Wciąż chciałem produkować te cyfry i to robiłem — powiedział Marcin Gortat.
Warto wspomnieć, że Gortat nie zarabiał tylko w NBA, ale także z reklam m.in. Nike, Play, Tissot czy Reebok. Poza tym otworzył swoje studio do produkcji filmów oraz MG Evolution, czyli fabrykę kosmetyków, którą prowadzi ze swoją żoną Żanetą Gortat-Stanisławską. Do tego dochodzi zysk z nieruchomości.
Gortat mówi, jak naprawdę wyglądają Stany Zjednoczone
Opowiedział też, jak się żyje w USA. Wspomniał o słynnym Venice Beach w Kalifornii:
Tylko że z czterech znajomych grup, które tam pojechały, wszystkie zostały okradzione. Potracili portfele, laptopy, mieli powybijane szyby. Dosłownie trzy miesiące temu przyjechali youtuberzy, którzy kręcili materiał o LA. Śmiałem się do nich: uważajcie, bo was tam okradną. Tak też się stało – podkreślił.
Marcin Gortat spędził sylwestra z tajemniczą kobietą. To nie Bachleda-Curuś
Dodaje, że kiedy mówi się o Los Angeles, to ma się na myśli: Beverly Hills, Malibu, Hollywood Hills, ale jest też Dowtown:
“To piękne rzeczy, ale jedź do Dowtown, do miasteczka bezdomnych. To brzmi szalenie, bo oczywiście nie jest to żaden punkt turystyczny, ale jak zobaczysz, jak to wygląda, jak przejęli całą dzielnicę i miasto nie może nic z tym zrobić, łapiesz się za głowę i nie dowierzasz, że coś takiego w Los Angeles jest w ogóle możliwe” – tłumaczy.
