Śmierć warszawskiego restauratora poruszyła całe środowisko. Diagnoza była dla niego ciosem…
Świat warszawskiej gastronomii pogrążył się w żałobie. Nie żyje Piotr Klimczak, współzałożyciel JOEL Sharing Concept i jeden z najbardziej rozpoznawalnych restauratorów młodego pokolenia. Smutną wiadomość przekazała jego żona, Brygida Naumowicz-Klimczak, publikując poruszający wpis w mediach społecznościowych. Jeszcze kilka miesięcy temu otwarcie opowiadał o swojej walce z nowotworem trzustki.
Diagnoza zmieniła wszystko
W sierpniu 2024 roku Piotr Klimczak po raz pierwszy publicznie poinformował o swojej chorobie. Diagnoza nowotworu trzustki spadła na niego niespodziewanie, choć wcześniej przez dłuższy czas zmagał się z niepokojącymi dolegliwościami. Trzy tygodnie po usłyszeniu diagnozy przeszedł poważną operację, wierząc, że szybko wróci do normalnego życia. W rozmowie z Adrianną Sobol w podcaście „Zdrowie zaczyna się w głowie” przyznał, że początkowo nie dopuszczał do siebie powagi sytuacji:
Ja mam wrażenie, że do tej choroby i do tego raka tak trochę infantylnie podszedłem, na zasadzie wyparcia. Dobra, jakoś się prześlizgnę z tym tematem. Szybko mi wytną, co ma być, i zaraz pójdzie. Ja planowałem na przykład wyjazd w sierpniu z moim przyjacielem. 13 sierpnia miałem operację, a na koniec sierpnia chciałem jechać na łódkę – wyznał w podkaście Piotr Klimczak.
Dopiero po zabiegu zrozumiał, jak trudna będzie droga do odzyskania sił. Nie ukrywał, że rekonwalescencja okazała się znacznie bardziej wymagająca, niż przypuszczał. W jednym z wywiadów wspominał nawet, że po operacji musiał na nowo uczyć się podstawowych czynności i odzyskiwać sprawność krok po kroku.
Pierwsze badania nie wykazały nowotworu
Historia choroby Piotra Klimczaka pokazuje, jak podstępny potrafi być rak trzustki. Początkowo objawy nie wskazywały jednoznacznie na poważną diagnozę. Restaurator przez długi czas odczuwał bóle brzucha, które stopniowo się nasilały. Mimo to nic nie zapowiadało dramatu, który miał nadejść kilka tygodni później:
Rok temu. Nasze wakacje właściwie. (…) Na początku lipca wylądowałem w szpitalu, w urodziny mojej żony. Pakowałem się z Brygidą na romantyczny wyjazd do Rzymu, a zatrzymano mnie na kontroli USG. Bolał mnie brzuch przez dłuższy okres.
Jak wspominała jego żona, wcześniejsze badania nie dały jednoznacznej odpowiedzi. Przez kolejne tygodnie dolegliwości nie ustępowały, a wręcz zaczęły się nasilać. Mimo leczenia i stosowania zaleceń lekarzy Piotr wciąż nie czuł się dobrze. Początkowo nic nie wskazywało na to, że przyczyną problemów może być tak poważna choroba. Zarówno on, jak i jego bliscy liczyli, że źródło bólu zostanie szybko odnalezione i uda się wrócić do normalnego życia:
To był jakiś przełom maja, że tak się pogarszały te bóle. Wszyscy mówili: “Idź do tego lekarza”. Na początku czerwca Piotr pojechał na badania i zrobił sobie gastroskopię i coś jeszcze. Tam wyszło tylko, że zapalenie żołądka, dwunastnicy, helicobacter. Antybiotyk i tyle, ale to nie było o tym.
Z czasem pojawiły się kolejne niepokojące symptomy. Piotr Klimczak przyznawał później, że zaczął zauważać zmiany w wyglądzie swojego organizmu, a bliscy zwrócili uwagę między innymi na żółknięcie skóry. To właśnie wtedy rozpoczęła się bardziej szczegółowa diagnostyka, która doprowadziła do tragicznej diagnozy.
Mówił o profilaktyce do samego końca
Po usłyszeniu diagnozy Piotr Klimczak nie zamknął się w sobie. Wręcz przeciwnie – postanowił wykorzystać swoje doświadczenie, by zachęcać innych do regularnych badań i większej troski o zdrowie. Wielokrotnie przyznawał, że przed chorobą sam nie przywiązywał dużej wagi do profilaktyki i często odkładał wizyty lekarskie na później:
Bardzo, w ogóle, myślę, że ja nie miałem takiego nawyku sprawdzania siebie. I to jest coś, co dziś staram się przekazywać, bogatszy o to doświadczenie, mojemu otoczeniu czy w social mediach.
Dziś te słowa wybrzmiewają wyjątkowo mocno. Restaurator pozostawił po sobie nie tylko cenione miejsca na gastronomicznej mapie Warszawy, ale również ważny przekaz dotyczący zdrowia i profilaktyki. Piotr Klimczak miał zaledwie 41 lat.





Przykre.