Eurowizyjny skandal wywołał trzęsienie ziemi. Szef telewizji podał się do dymisji
Nie milkną echa 70. Konkursu Piosenki Eurowizji. Mamy kolejny eurowizyjny skandal. Podczas gdy w Polsce huczy o punktach jurorów dla Izraela, to w Mołdawii wybuchło prawdziwe polityczno-obyczajowe trzęsienie ziemi. Konkursowa komisja sędziowska przyznała 12 punktów Polsce, niemal zupełnie ignorując Rumunię. Efektem czego jest dymisja na najwyższym szczeblu.
Polska afera wokół głosowania na Eurowizji 2026
Tegoroczny finał Konkursu Piosenki Eurowizji w Wiedniu nadal wywołuje ogromne emocje. Pierwszym punktem zapalnym przedsięwzięcia był udział Izraela w Eurowizji. I choć z Eurowizji wykluczona została Rosja, to Izrael wciąż na niej występuje. Z tego powodu na Eurowizji nie pojawiły się Hiszpania, Irlandia, Holandia, Islandia i Słowenia.
Dla polskiego jury podczas głosowania nie miało to znaczenia i przyznali oni maksymalne 12. punktów właśnie Izraelowi. Za co spadła na nich ogromna krytyka.
W gronie polskich jurorów znaleźli się Viki Gabor, Eliza Orzechowska, Filip Kuncewicz, Jasiek Piwowarczyk, Staś Kukulski, Wiktoria Kida oraz Maurycy Żółtański.

Fala krytyki w Mołdawii po finale Eurowizji 2026
Medialna afera w Mołdawii wybuchła zaraz po ogłoszeniu głosowania jury w finale Eurowizji. Największe emocje wzbudziła różnica między ocenami sędziów a głosami widzów. Mołdawskie jury przyznało Polsce maksymalną liczbę 12 punktów, natomiast publiczność najwyżej oceniła Rumunię.
Aby zrozumieć skalę tego oburzenia, należy pamiętać o wyjątkowych relacjach łączących Mołdawię i Rumunię. Kraje te mają wspólny język, historię, kulturę oraz silne środowiska opowiadające się za zacieśnianiem więzi – wspierane m.in. przez prezydent Mołdawii Maię Sandu. To sprawia, że oba kraje tradycyjnie okazują sobie sympatię również na Eurowizji, regularnie wymieniając się najwyższymi notami.
W związku z zaistniałym zamieszaniem jako pierwsza głos zabrała Margarita Druta, która z Kiszyniowa ogłaszała wyniki. Po zakończeniu programu opublikowała emocjonalne nagranie, w którym podkreślała, że spełniła swoje marzenie o udziale w Eurowizji, nie kryła jednocześnie rozgoryczenia z powodu odczytanego werdyktu. Jak przyznała, była wstrząśnięta treścią oficjalnego protokołu i rozważała interwencję u władz stacji. Ostatecznie wykonała swoje obowiązki, ale później publicznie zaznaczyła, że nie miała żadnego wpływu na decyzję jury.
W podobnym tonie wypowiadał się mołdawski reprezentant Satoshi, apelując o spokój i przypominając, że pojedynczy werdykt nie powinien wpływać na relacje między narodami.
Jednak te apele nie uspokoiły jednak nastrojów i decyzję jurorów ostro skrytykowali przedstawiciele mołdawskich elit politycznych…
Vlad Turcanu rezygnuje ze stanowiska po aferze wokół Eurowizji
Pod presją polityków, opinii publicznej i mediów, konsekwencje poniosło kierownictwo nadawcy publicznego. Szef mołdawskiej telewizji publicznej, Vlad Țurcanu, złożył rezygnację.
Turcanu zapewnił jednak, że rezygnacja ma być wyrazem niezmienności stanowiska Mołdawii wobec Ukrainy i Rumunii.
Braterskie stosunki Republiki Mołdawii z Rumunią, a także nasza wdzięczność i szacunek dla Ukrainy za jej codzienne poświęcenia, pozostają niezmienne. Nasz stosunek do Ukrainy nie jest neutralny, a do Rumunii możemy żywić jedynie miłość – powiedział w wywiadzie.
Dyrektor pozostanie na stanowisku do czasu wyboru następcy przez radę nadzorczą. Niewykluczone, że to nie koniec konsekwencji dla władz telewizji, ponieważ ze swojego stanowiska zrezygnują także jego zastępcy, w tym Andrij Zapsza, który zasiadał w jury Eurowizji.



