Jane Fonda kończy 88 lat. Była zakochana w tym hollywoodzkim amancie, a on jej nie chciał
„Obława” była jednym z tych filmów, które budowały mit starego Hollywood. Jane Fonda i Robert Redford grali tak, że widzowie wierzyli w każdą scenę.
Dziś łatwo zrozumieć, dlaczego aktorka po latach wracała do tego okresu w kontekście „zauroczenia”, bo ten projekt był początkiem ich wspólnej drogi.
„Boso w parku” do dziś uchodzi za klasyk romantycznego kina. Para wyglądała na ekranie jak idealnie dobrana.
To właśnie takie role potrafią mieszać w głowie: publiczność często zakłada, że skoro jest chemia w kadrze, to musi być i poza planem. A Jane Fonda po latach wprost przyznała, że u niej emocje były prawdziwe, tyle że jednostronne.
Gdy spotkali się przy „Elektrycznym jeźdźcu”, byli już dojrzalsi, bardziej doświadczeni, a jednak temat aktora w jej opowieściach wciąż powracał.
Ten film stał się kolejnym dowodem na to, że relacja miała dla Jane Fondy dodatkowy wymiar.
Ich ostatni wspólny projekt „Nasze noce” z 2017 roku był dla niej szczególny. Jak przyznała, miał znaczenie symboliczne, ponieważ domykał pewną historię, którą nosiła w sobie latami.
To była nie tylko praca nad filmem, ale też praca nad emocjami: powrót do partnera z dawnych lat i zderzenie wspomnień z rzeczywistością.
W 2023 roku podczas rozmowy w Cannes Jane Fonda wróciła do swojej relacji z Redfordem. Powiedziała jasno, że była nim zauroczona, ale dopiero z czasem zobaczyła, że on nie odwzajemniał tej fascynacji.
I wtedy padło zdanie, które dla wielu było szokująco szczere:
Nie lubił się całować. Nigdy mu o tym nie mówiłam.
W kolejnych słowach aktorka opowiedziała o psychologii tej sytuacji. Zamiast stwierdzić „on po prostu taki jest”, przez lata obwiniała siebie, że coś robi źle, bo tak działa wiele niespełnionych zauroczeń.
Zawsze był w złym humorze, a ja zawsze myślałam, że to moja wina