Nowy dokument Netflixa “BLACKPINK: Light Up the Sky”. Tak powstają produkty muzyczne
“BLACKPINK: Light Up the Sky” to nowy dokument Netflixa. Wyjątkowy jest o tyle, że nie o kolejnej amerykańskiej gwieździe, a o girlsbadzie K-popu.
BLACKPINK: Light Up the Sky na Netflixie
Filmy na jesienny wieczór, które znajdziesz na Netflixie – te MUSISZ obejrzeć!
Zespół z Korei Południowej jest przedstawiony na miarę One Direction, czyli nie ma osoby, żeby ich nie znała. Natomiast ja nigdy wcześniej o nich nie słyszałam. Z pewnością taki dokument rozsławi dziewczyny na cały świat.
Blackpink składa się z Jisoo, Jennie, Rosé i Lisy. Dziewczyny wydają się niesamowicie skromne, naturalne i zaabsorbowane karierą. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że są robotami muzycznymi. Najpierw przez trzy lata codziennie po 12 godzin szkoliły się w południowokoreańskiej wytworni YG Entertainment, a potem rozpoczęły karierę: promowały płytę i wyruszyły w długą trasę koncertową.
Dziewczyny żalą się przed kamerą, że nie miały nawet czasu odwiedzić rodzin i płakały rodzicom przez telefon, że chcą już wrócić do domu. Wytwórnia dawała im tylko jeden dzień wolnego na dwa tygodnie! Nie ukrywają, że najtrudniejsza dla nich była przeprowadzka do akademika. Na końcu dokumentu jedna z nich mówi: “Nie mamy życia osobistego, czuję jakby w moim życiu była dziura”.
Warto podkreślić, że Blackpink to wytwór koreańskiego przemysłu muzycznego. Dziewczyny nie stworzyły zespołu jako przyjaciółki i śpiewały gdzieś w podziemiach, tylko poszły na casting do YG Entertainment. Później dostały telefon, że przeszły dalej i muszę przeprowadzić się do Korei Południowej: Lisa przyleciała z Tajlandii, a Rosé z Nowej Zelandii. Jisoo i Jennie urodziły się i wychowały w Korei Południowej, ale musiały przeprowadzić się do stolicy kraju, Seulu. Później w drodze comiesięcznych selekcji wiele dziewczyn było odsyłanych do domu.
„Emily w Paryżu”. Serial dla instagramerek, a Francuzi lepiej niech tego nie oglądają
Poczytałam trochę o wytwórni muzycznej YG Entertainment i tak, jak myślałam. Dziennikarze nie mają dobrej opinii o wytwórni. Uważają, że zwerbowali dziewczyny i zmusili do rygorystycznych treningów, długich godzin pracy, ostrej krytyki i współzawodnictwa. Niepełnoletnie jeszcze dziewczyny musiały zmagać się z ogromną presją, samotnością i zmuszone do tworzenia przyjaźni jedynie wśród wizażystów albo prywatnych instruktorek pilatesu.

Zwieńczeniem kilkuletniej ciężkiej pracy był ubiegłoroczny występ na Coachelli w Los Angeles.
Na pewno warto zobaczy dokument, ponieważ jest nie tylko skierowany do fanów k-popu. Pokazuje, jak działają wielkie azjatyckie wytwórnie, a przynajmniej YG Entertainment, która ma pod sobą Psy, Big Bang i 2NE1. Warto zauważyć, że gdyby nie wielkie pieniądze na promocję, z pewnością dziewczyny nie wystąpiłyby nawet na Coachelli.
Byłam w kinie na filmie „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy”. Dla widzów o mocnych nerwach


Aha, jeśli autorka ich nie zna to znaczy, że nie są znane? Może potrzebna zmiana profesji? Dodatkowo, osoba pisząca artykuł chyba nie oglądała dokumentu. Dziewczyny nie “żalą się”, tylko opowiadają jak działa ten biznes. K-pop to fabryka talentów od ponad dekady i nikogo nie zmusza się do pójścia tą drogą. Polecam doedukowanie się przed pisaniem bzdur.
Taaa
Ktos chyba ogladan reportaz z Korei Polnocnej a nie dokument o BP.
Ps jeszcze tylko dopisze ze idole sa wlasnoscia agencji Na czas trwania kontraktu. Nie maja zycia prywatnego a kazdy ich krok pokazywany jest w mediach spolecznosciowych.
Tam takie godziny pracy to norma. Jakby nie ćwiczyły po 12-20h tanca, spiewu etc to musiałyby pracowac w korpo 12-20h -takie sa azjatyckie realia. Co roku debiutuje kilkadziesiąt zespolow, ktore maja do spłacenia dług za kilkuletni trening. Ale jezeli im się uda to po zakonczeniu kontraktu moga wykorzystac rozpoznawalnosci i zarobić naprawde duze pieniadze- reklamy, seriale etc.