Byli razem ponad 40 lat. Jego żona choruje. Wyprowadził się z domu
Przez dekady tworzyli parę, którą trudno było sobie wyobrazić osobno. Poznali się jako nastolatkowie, razem wchodzili w dorosłość, budowali rodzinę i przechodzili przez kolejne etapy życia. Dziś jednak ich relacja wygląda inaczej niż jeszcze kilka lat temu.
Andrzej Saramonowicz wyznał o chorobie żony i kryzysie małżeństwa
Andrzej Saramonowicz, scenarzysta i reżyser, który 23 lutego 2026 roku skończył 61 lat, w szczerym wywiadzie opowiedział o kryzysie w małżeństwie. Powodem nie są medialne skandale ani nagłe decyzje, lecz wieloletnie życie w cieniu poważnej choroby jego żony. Para jest obecnie w separacji i mieszka oddzielnie.
Diagnoza stwardnienia rozsianego u żony reżysera była momentem granicznym. Jak przyznał w rozmowie z “Twoim Stylem”, żadne wcześniejsze doświadczenie, nawet śmierć rodziców, nie wywołało w nim tak silnego wstrząsu.
Nic w moim życiu, łącznie ze śmiercią rodziców, tak mocno mną nie wstrząsnęło jak choroba Małgosi. Życie naszej rodziny zmieniło się nieodwracalnie – wyznał.
Początkowo nie wiedzieli, jak szybko choroba będzie postępować i z czym przyjdzie im się mierzyć. Największą traumą była ona dla jego żony, ale, jak podkreśla, skutki odczuła cała rodzina, w tym córki, które w tamtym czasie były jeszcze dziećmi.
Andrzej Saramonowicz zmagał się z depresją
Po powrocie żony ze szpitala z ostatecznym rozpoznaniem Saramonowicz przez długie miesiące funkcjonował w trybie pełnej gotowości. Jak sam mówi, bezwiednie stał się “nadopiekunem”, osobą czuwającą nieustannie, kontrolującą każdy sygnał, każdą zmianę stanu zdrowia. Nie mógł spać, godzinami sprawdzał, czy nic złego się nie dzieje. To napięcie nie było chwilowe, a trwało latami. W końcu odbiło się na jego kondycji psychicznej.
Aż pewnego roku wessała mnie czarna dziura bezsensu, z której nie byłem się już w stanie wydostać – przyznał.
To jego żona jako pierwsza powiedziała mu wprost: “Idź do lekarza, masz depresję, i to ciężką”.
Początkowo zaprzeczał. Trudno było mu zaakceptować, że to on, przez lata wspierający innych, sam znalazł się na dnie. Z czasem jednak musiał zmierzyć się z własnymi ograniczeniami.
Andrzej Saramonowicz jest w separacji z żoną
Wieloletnie życie w stanie podwyższonego napięcia zaczęło wpływać na relację małżeńską. Saramonowicz nie owija w bawełnę, mówiąc o konsekwencjach tej sytuacji.
Albo jest się nadopiekunem, albo mężem. Tych funkcji nie da się połączyć – stwierdził wprost.
Po 11 latach funkcjonowania w takim trybie para podjęła decyzję o separacji.
Od paru miesięcy jesteśmy z Małgosią w separacji i mieszkamy oddzielnie – ujawnił.
Jak podkreślił, został poproszony o wyprowadzenie się.
I słusznie, bo generowałem wiele niepotrzebnych napięć i konfliktów. Mieszkamy niedaleko od siebie – dodał.
To nie jest więc rozstanie w atmosferze wrogości, lecz próba uporządkowania relacji w nowych okolicznościach.
Andrzej Saramonowicz i jego żona byli razem 40 lat
Historia ich związku sięga czasów, gdy oboje mieli po 19 lat. Spędzili ze sobą 41 lat, wychowali dzieci, przeszli przez kolejne etapy życia. To wspólnota budowana dekadami.
Saramonowicz przytacza słowa żony, które stały się dla niego punktem odniesienia:
Wiem wszystko o sobie jako o córce, wiem wszystko o sobie jako o żonie i wiem wszystko o sobie jako o matce. Teraz jest czas, by dowiedzieć się o sobie jako o sobie. Potrzebuję tego.
On sam przyznaje, że rozumiał tę potrzebę, choć jednocześnie czuł obowiązek trwania “na posterunku”. Ostatecznie okazało się, że jego rola musi się zmienić.
Jestem potrzebny mojej żonie inaczej, niż to sobie wyobrażałem: jako przyjaciel, bratnia dusza, lustrzane odbicie – podsumował.
Andrzej Saramonowicz i jego żona nadal utrzymują bardzo dobry kontakt. Mieszkają blisko siebie, znają się od ponad czterech dekad i, jak wynika z jego słów –,wciąż są sobie bliscy, choć w innej formule niż wcześniej.
Czy ta separacja okaże się etapem przejściowym, czy nowym trwałym rozdziałem, na razie nie wiadomo. Po 41 latach wspólnej historii trudno mówić o prostych rozwiązaniach.





Ich sprawa tak chcieli,czy nie.Nie sami decydują jak im najlepiej.Nie oceniajmy ich.
Widać po nim kryzys wieku późno sredniego i marzy mu się nowa najlepiej 20lat młodsza i zdrowa pani.
Czytając pomyślałam brzydko o Panu. Zastanawiałam się czy to wszystko tak rzeczywiście jest, czy to ICH wspólna decyzja, … . Nie wiem.
Ale Pan zaczął swoje inne życie.
Takie bez problemu, zdrowy, … .
Natomiast żona…? Chora i sama. Smutne.
Samiec
decyzja podjęta prze oboje i myślę ,że w ich mniemaniu słuszna…czas zweryfikuje
skoro taka byla decyzja zony, to widocznie tak jest jej lepiej, na pewno ma opiekunki/pielegniarki a maz mieszka w poblizu, wiec jezeli bedzie jej do czegos potrzebny, to przyjdzie, po co ma jej siedziec na glowie, sa tez dorosle dzieci – tez moga pomoc
To przykre , Gdy partner potrzebuje opieki to zostaje sam . Pobierali się przecież na ” dobre i złe “
Smutne. W sytuacji , gdy chorej osobie potrzebna jest pomoc , zostaje sama.