Pan Yapa z “5-10-15” ma już 76 lat! Tak aktualnie wygląda ulubieniec widzów
Krzysztof Janczak, niezapomniany Pan Yapa z kultowego programu “5-10-15” przez dekady był synonimem dziecięcej radości i niespożytej energii. Choć jako ikona polskiej rozrywki rozśmieszał miliony w prywatnym życiu musiał zmierzyć się z mrocznymi cieniami depresji.
Dziś, jako 76-latek, odnalazł swój „port przeznaczenia” na mazurskiej wsi w domu, który jest nie tylko architektoniczną perełką, ale przede wszystkim tętniącą życiem oazą spokoju
Jednak największą popularność przyniosło mu wcielenie się w postać „Pana Yapy”. Pseudonim wymyślił sam Jacek Kaczmarski, który podczas opolskiego kabaretonu w 1981 roku wypchnął go na scenę i rzucił: „Yapa, teraz ty!”. Nie miał wyjścia i musiał zabawić publiczność monologiem. Pseudonim szybko przylgnął do niego na stałe i stał się jego znakiem rozpoznawczym.
Aktor nie ukrywał, że przez to miał trudności z rozwinięciem kariery w innych kierunkach i zdobywaniem nowych, bardziej zróżnicowanych ról.
“Pan Yapa” otworzył i zamknął mi świat. Kochałem go, ale ta rola zaszufladkowała mnie, ustawiła mnie w pewnej pozycji, w której w ogóle nie zamierzałem trwać — mówił w rozmowie z Gazetą.pl.
Na początku XXI wieku Krzysztof Janczak wycofał się z życia publicznego i na dłuższy czas zniknął z mediów. Przez wiele lat nie było o nim głośno, aż do momentu, gdy w 2015 roku postanowił wrócić i to w zupełnie nowej, zaskakującej formie. Wspólnie z aktorem Mariuszem Czajką stworzył autorski kanał na YouTubie.
Pierwszy odcinek ich projektu wzbudził jednak spore kontrowersje. Janczak i Czajka odnieśli się w nim do utworu „Rap Pana Yapy”, czytając przy tym hejterskie komentarze z internetu.
Nagranie było pełne wulgaryzmów i zakończyło się mocnymi, prowokacyjnymi słowami, co nie spodobało się fanom aktora, przyzwyczajonym do zupełnie innego wizerunku.
Z czasem relacje między twórcami zaczęły się pogarszać, aż w końcu doszło do poważnego konfliktu, który zakończył się w sądzie.
Obecnie Krzysztof Janczak prowadzi spokojne życie z dala od zgiełku miasta. Mieszka na wsi, około 45 kilometrów od Warszawy w drewnianym domu niedaleko Otwocka, który sam zbudował.
Jak podkreśla, to właśnie tam znalazł upragniony spokój i przestrzeń do życia.
Tutaj mam spokój, ciszę. Jeśli chcę, to w ciągu godziny jestem w mieście. Wieś to mój azyl, ucieczka od świata, ale też i przyczółek, który pozwala mi szybko wrócić do tego świata — mówił w rozmowie z „Gazetą Olsztyńską”.
Aktor nie zrezygnował z twórczości. Jak zdradził, dużo pisze, bo zawsze sprawiało mu to przyjemność. Tworzy scenariusze i pracuje nad własną książką, jednak zdecydował się używać pseudonimu.
Piszę pod pseudonimem, aby jej znowu nie zaszufladkować jako lekkiej i przyjemnej lektury z „Panem Yapą” — wyznał w rozmowie z „Super Expressem”.
Aktor nie zrezygnował z twórczości, wręcz przeciwnie. Jak zdradził, dużo pisze, bo zawsze sprawiało mu to przyjemność. Tworzy scenariusze i pracuje nad własną książką, jednak zdecydował się używać pseudonimu.
Piszę pod pseudonimem, aby jej znowu nie zaszufladkować jako lekkiej i przyjemnej lektury z „Panem Yapą” — wyznał w rozmowie z „Super Expressem”.
Mimo upływu lat nadal pojawia się na ekranie, choć rzadziej niż kiedyś. Wystąpił m.in. w krótkometrażowym filmie „Na przystanku” w reżyserii Grzegorza Barańskiego, gdzie wcielił się w starszego mężczyznę prowadzącego rozmowę z nieznajomą kobietą. Zagrał także epizodyczne role w serialach, głównie w „Na dobre i na złe”.
W przeciwieństwie do wielu osób z branży, Janczak nie jest aktywny w mediach społecznościowych. Facebook traktuje raczej jako przestrzeń do wspierania i promowania twórczości swoich dzieci.
Jego córka Maria zajmuje się grafiką, syn Kosma poszedł w ślady ojca i związał się z aktorstwem, a Krzysztof Aleksander został nagradzanym kompozytorem i producentem muzycznym. Niedawno starszy syn wystąpił w operze „Latający Holender”, co było dla aktora powodem do dumy.