Natalia Lesz uratowała potrącona w wypadku kobietę. Skandal, co potem usłyszała…
Znana piosenkarka znalazła się w miejscu, w którym kilka sekund zdecydowało o zdrowiu młodej dziewczyny. Natalia Lesz opublikowała w mediach społecznościowych poruszającą relację z porannego zdarzenia w Warszawie, zwracając uwagę nie tylko na sam przebieg wypadku, ale też na to, jak wyglądała pomoc udzielana poszkodowanej już po przyjeździe służb.
Wypadek na Bobrowieckiej i Chełmskiej. Dziewczyna została potrącona na pasach
Do zdarzenia doszło 21 kwietnia około godziny 9:40 na skrzyżowaniu ulic Bobrowieckiej i Chełmskiej. Jak wynika z relacji świadków, młoda dziewczyna przechodziła przez pasy na zielonym świetle, kiedy uderzył w nią samochód. Siła była na tyle duża, że poszkodowana przeleciała przez maskę auta i uderzyła głową o asfalt. Dodatkowo pojazd uderzył w jej nogę, która wcześniej była kontuzjowana. Dziewczyna nie była w stanie samodzielnie się poruszać, była w szoku i miała trudności z mówieniem.
Osoby obecne na miejscu, w tym piosenkarka, natychmiast zareagowały i zajęły się poszkodowaną do czasu przyjazdu służb. Jak podkreśliła Lesz, policja pojawiła się szybko i działała sprawnie, zabezpieczając miejsce zdarzenia. Dziewczyna została przeniesiona do samochodu, gdzie czekała na dalszą pomoc medyczną. To moment, w którym, według relacji artystki, sytuacja zaczęła budzić wątpliwości.
Dziś około 9:40, na rogu Bobrowieckiej i Chełmskiej, czerwony Ford potrącił na pasach, na zielonym świetle, młodą dziewczynę. Szła do szkoły. Według świadków i samej poszkodowanej przeleciała przez maskę auta i uderzyła głową o asfalt. Nie była w stanie samodzielnie chodzić. Samochód uderzył też w jej chorą nogę. Wsadziliśmy ją do mojego auta, gdzie czekałyśmy na pomoc. Policja przyjechała szybko – za to dziękuję, bo zachowali pełen profesjonalizm. Potem przyjechał ambulans. Z karetki powolnym, obojętnym krokiem wyszło trzech ratowników. Nie mieli ze sobą noszy. Pytali, czy poszkodowana może dojść do ambulansu na tej drugiej, zdrowej nodze – relacjonowała Lesz w mediach społecznościowych.
Natalia Lesz była świadkinią wypadku
Z wpisu Natalii Lesz wynika, że ratownicy, którzy przyjechali na miejsce, nie mieli ze sobą noszy, a ich pierwsze pytania dotyczyły tego, czy poszkodowana jest w stanie sama dojść do ambulansu. Dziewczyna była roztrzęsiona, płakała i wyraźnie cierpiała, dlatego takie podejście zaskoczyło świadków. W pewnym momencie padło zdanie: “Dlaczego pani tak histeryzuje?”, które było kompletnie nieadekwatne do sytuacji.
W swoim wpisie Lesz nie ukrywała emocji. Podkreśliła, że służby medyczne powinny nie tylko ratować życie, ale też zapewniać wsparcie i poczucie bezpieczeństwa osobom po traumatycznych zdarzeniach. Zwróciła uwagę, że za procedurami zawsze stoi człowiek, który w takich chwilach potrzebuje nie tylko pomocy fizycznej, ale i zwykłej empatii.
Naprawdę? Do potrąconej dziewczyny, która chwilę wcześniej uderzyła głową o asfalt? Służba medyczna ma pomagać, uspokajać i ratować. Nie upokarzać!!!! Brzydzę się taką postawą. Bo nawet nie chodzi już tylko o mundur, procedury i obowiązki. Za tym wszystkim stoi człowiek. A ludzkiego chamstwa i znieczulicy nie będę tolerować.
Reakcja po publikacji wpisu Natalii Lesz i pytania o standardy pomocy
Relacja szybko zaczęła krążyć w sieci, wywołując dyskusję o tym, jak powinna wyglądać komunikacja z poszkodowanymi w sytuacjach kryzysowych. W komentarzach pojawiały się zarówno głosy wsparcia dla piosenkarki, jak i próby tłumaczenia pracy ratowników presją i specyfiką zawodu.
- “Brak słów… Sama pracuję w służbie zdrowia i jest mi po prostu wstyd za “takie zachowanie”, brak profesjonalizmu i po prostu empatii… To nie są odosobnione przypadki… Znam niestety z autopsji…”
- “Widzę, że wszędzie jest problem z ratownictwem medycznym. Zero empatii dla drugiego człowieka”
- “Niektórzy z ratowników medycznych to pomylili zawody…”
Wpis Natalii Lesz sprawił, że temat standardów pomocy medycznej i empatii wobec pacjentów znów wrócił do publicznej debaty.
Na razie nie wiadomo, czy sprawa będzie miała dalszy ciąg, jednak sama relacja pokazuje, jak cienka bywa granica między profesjonalizmem a tym, jak odbierają go osoby znajdujące się po drugiej stronie – w roli pacjenta.