Maja Chwalińska mierzyła się z podstępną chorobą. Najbliżsi drżeli o jej zdrowie…
Maja Chwalińska dzisiaj jest sensacją paryskiego turnieju wielkoszlemowego – Roland Garros, gdzie od kwalifikacji doszła aż do finału. Ale jej droga do momentu, w którym jest obecnie, nie była usłana różami. Sportsmenka w międzyczasie zmierzyła się z podstępną chorobą, z którą stoczyła najtrudniejszą walkę, czyli tę o samą siebie…
Droga Mai Chwalińskiej na sam szczyt
Maja Chwalińska w niesamowitym stylu awansowała do finału wielkoszlamowego turnieju Roland Garros 2026. A droga 24-letniej tenisistki do finału przypomina swego rodzaju film. Maja Chwalińska rozpoczęła bowiem rywalizację od kwalifikacji, a więc etapu, który dla wielu tenisistek oznacza walkę o samą możliwość pojawienia się na głównych kortach. Tymczasem nasza rodaczka nie tylko przeszła przez kwalifikacje jak burza, ale zaczęła odnosić zwycięstwo za zwycięstwem.

Problemy finansowe w sztabie Mai Chwalińskiej
Największym wyzwaniem dla teamu Mai Chwalińskiej w Roland Garros była rewelacyjna forma Polki. Po meczu z Sakkari Maja z uśmiechem prosiła o modlitwę, by w Paryżu zwolniły się pokoje i by starczyło jej środków na przedłużenie hotelu. Sztab udowodnił jednak, że nie ma rzeczy nie możliwych, a wiara w 24-latkę jest absolutna. Aleksandra Musiał, która zaledwie w niedzielę musiała awaryjnie wylecieć do Polski i natychmiast wracać do Francji, ujawnia kulisy tej operacji.
Przedłużyliśmy hotel od razu do niedzieli! Finał kobiet zaplanowany jest na sobotę, więc mam nadzieję, że spędzimy piękny tydzień w Paryżu – wyznała.
Menadżer Piotr Szczypka, prowadzący karierę Chwalińskiej od 15 lat, nie ukrywa, że do tej pory finansowanie jej kariery było walką o przetrwanie:
Zawsze było bardzo ciężko. Budujemy klub prywatnie w Bielsku-Białej i równolegle wspieramy Maję, bo ona nie miała za dużo sponsorów – wyjaśnił menadżer.
Po chwili dodał, co składa się na sukces Mai Chwalińskiej. Okazuje się, że oprócz wielkiego talentu tenisistki, ważne są również kwestie finansowe. To właśnie dzięki nim może się rozwijać i skupiać na kolejnych sukcesach sportowych:
Zapewniliśmy jej wsparcie, plus to, co ona zarabiała z turniejów, bo Maja wszystkie swoje pieniądze wydawała na karierę i rozwój. Mieliśmy też wsparcie Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej i Polskiego Związku Tenisowego. Ale to było tak, że wychodziło na zero. I modliliśmy się, żeby po prostu wychodziło na zero. W pewnym momencie mówi się: no fajnie, gram 15 lat w tenisa, to jest moja praca, a nic z tego nie mam. Zresztą, Maja od pewnego czasu jest też naszą wspólniczką. Na razie w bardzo małym zakresie, ale to fantastyczna, niezwykle świadoma dziewczyna – zauważył Szczypka.
Warto nadmienić, że koszty utrzymania na tym poziomie, na jakim jest Maja, są gigantyczne. Jak potwierdzają członkowie teamu, w przypadku podróżowania z odpowiednim zapleczem medyczno-trenerskim, koszty miesięczne idą w dziesiątki tysięcy złotych.
Szczególnie chociażby na turniejach w Paryżu, Rzymie czy Madrycie. Te kwoty, choćby za same hotele, są naprawdę oszałamiające. Trzeba opłacić trenerów, a Maja jest też taka, że dzieli się sukcesem. Na pewno będzie jakaś nagroda dla sztabu. Ta wygrana w Paryżu da nam na pewno rok wielkiego spokoju i możliwość podróżowania z większym teamem — dopowiedział Szczypka.
Sztab Mai Chwalińskiej wspiera m.in. agencja Top Five Management z Francji.
Walka Mai Chwalińskiej z depresją
Maja Chwalińska wielokrotnie podkreślała, że na pewnym etapie swojej kariery sportowej musiała zmierzyć się także z problemami natury psychicznej. W czerwcu 2021 roku 19-letnia wówczas zawodniczka opublikowała w mediach społecznościowych wpis, w którym wyznała, że przez 1,5 roku cierpiała na depresję:
Ostatnie dwa lata były dla mnie bardzo trudne. Miałam wiele problemów zdrowotnych, przez co wycofywałam się z turniejów lub kreczowałam mecze. Te kilkanaście ostatnich miesięcy jest dla mnie ciężkie również pod kątem psychicznym. Od końca 2019 r. choruję na depresję – ujawniła na swoim profilu.
Tenisistka otwarcie mówiła o walce z depresją, która utrudniła jej w pewnym momencie rozwój kariery:
Doszłam do takiego punktu, w którym nie jestem już w stanie zmusić się do trenowania. Moja psychika i ciało dają mi sygnały do zrobienia przerwy i w końcu muszę je uszanować. Mam ogromne wsparcie ze strony bliskich i opiekę specjalistów, za co jestem ogromnie wdzięczna. Nadal kocham tenis, ale wrócę na kort, kiedy będę gotowa – wyznała tenisistka.
W wywiadzie udzielonym TVN24+ opowiedziała o początkach choroby.
Zaczęło się pod koniec 2019 roku. Ciągłe zmęczenie, trudności nawet ze wstaniem z łóżka i poczucie, że z tego cierpienia nie ma wyjścia. Jakiś czas zaciskałam zęby, bo ja zawsze byłam taka, że im więcej treningu, tym lepiej, więc do wyjścia z domu i trenowania jakoś się zmuszałam. Może dlatego tych początków nie zauważyłam. Funkcjonowałam na zewnątrz, coraz gorzej było jednak wewnątrz. Aż dotarłam do ściany, nie byłam w stanie funkcjonować. Pamiętam dzień, w którym przyszłam na trening, ale nie byłam w stanie… Nie mogłam się ruszyć, siedziałam i płakałam – mówiła.
Do tematu choroby wróciła także podczas konferencji prasowej po meczu z Anną Kalinską, w którym wywalczyła awans do półfinału Rolanda Garrosa
Mówiłam sobie, że muszę być silna, że muszę dalej trenować. Ale wkrótce nie byłam w stanie wstać z łóżka. Nie było we mnie zupełnie życia.
Maja Chwalińska, która zdecydowała się otwarcie mówić o swoich kryzysach, pokazuje, że depresja dotyka nie tylko osoby wrażliwe, ale też te z pozoru silne.



