Oblał ją na egzaminie. Ona dla niego rzuciła karierę. Historia miłości Jadwigi Barańskiej i Jerzego Antczaka
Taka miłość się nie zdarza! Byli ze sobą 68 lat...
Para poznała się na egzaminach do łódzkiej szkoły filmowej. Nie była to jednak miłość od pierwszego wejrzenia, a… niechęć. Zasiadający w komisji Jerzy Antczak oblał 17-letnią Jadwigę nie dopuszczając jej do szkoły. Po latach w rozmowie z “Życiem na Gorąco” przyznał, że początkowo nie miał o niej dobrego zdania. Na szczęście kobieta była bardzo ambitna i uparta, dzięki czemu ostatecznie dopięła celu:
“Swoim bełkotem przyczyniłem się do tego, że oblała egzamin. Wydawała mi się brzydka, chuda i niezdolna. Na szczęście za rok zdała z wyróżnieniem, bo kto wie, czy byśmy się jeszcze spotkali”
Z kolei Jadwiga tak wspominała pierwsze spotkanie:
“Mnie mój mąż nie chciał przyjąć do szkoły. Był asystentem, a ja byłam strasznie chuda i drobniutka. Powiedział, że ktoś taki w żadnym wypadku nie może być aktorką. Pojechałam zdawać do Warszawy, tam też mnie nie przyjęli, ale nie wiadomo, dlaczego wybiegł za mną Aleksander Bardini i powiedział, żebym na pewno zdawała za rok. I zdałam. To był bardzo mądry człowiek” – wyznała w rozmowie z Polskim Radiem.
Los dał im jednak drugą szansę, z której obydwoje skwapliwie skorzystali. On zrozumiał swój błąd, ona mu wybaczyła. Szybko okazało się, że nie potrafią bez siebie żyć i obydwoje zakochali się w sobie do szaleństwa.
We wrześniu 1956 roku wzięli ślub w Urzędzie Stanu Cywilnego. Ceremonia odbyła się o piątek rano, bo para wstydziła się tego, że nie ma w co się ubrać, ledwie wiążąc koniec z końcem. Osiem lat później para powitała na świecie syna Mikołaja.
Po ślubie zamieszkali z mamą Jadwigi w wynajętym, trzydziestometrowym mieszkaniu przy ulicy Piotrkowskiej.
“Wszystko, co miałem, mieściło się na rozkładanej wersalce. Oboje z Jadzią ledwie wiązaliśmy koniec z końcem. Jej mama sprzedawała biżuterię, żebyśmy mogli żyć, bo do naszego małżeństwa wniosłem niewiele. Kapelusz, garnitur, dwie koszule na zmianę, dwie pary skarpetek i płaszcz z misia” – wspominał reżyser.
Po ukończeniu szkoły Jadwiga Barańska dostała angaż w jednym z warszawskich teatrów, a Jerzy Antczak został w Łodzi, gdzie prowadził telewizyjny Teatr Popularny. Zakochani musieli się rozdzielić i przez pewien czas mieszkali osobno. Ich sytuacja finansowa poprawiła się w 1963 roku, gdy Antczak został naczelnym reżyserem Teatru Telewizji. Przeprowadził się do Warszawy i znów zamieszkał razem z żoną.
Przełomem w ich życiu okazała się jedna z audycji radiowych, w której Gustaw Holoubek czytał powieść Marii Dąbrowskiej “Noce i dnie”. Barańska wpadła wówczas na pomysł, by jej mąż zekranizował książkę:
“Gustaw Holoubek czytał cudownie tę książkę w radiu. Mnie się to ogromnie podobało, bo ta książka zawiera wiele myśli ponadczasowych. Zwróciłam uwagę męża, co mi się zdarzyło raz jeden, że byłoby dobrze, gdyby on się tym zainteresował. Nie tylko dlatego, że ja bym chciała grać tę rolę, ale miałam nosa, że całość jest godna uwagi. Okazało się, że miałam rację i sama znalazłam dla siebie rolę”.
Praca przy filmie okazała się jednak wyzwaniem dla reżysera, ponieważ musiał patrzeć jak jego żona odgrywa romantyczne i intymne sceny ze swoim filmowym partnerem, Jerzym Bińczyckim. Choć Antczak umierał z zazdrości, zachował pełen profesjonalizm. Jego poświęcenie opłaciło się, a “Noce i dnie” zachwyciły publiczność oraz zdobyły szereg nagród, w tym m.in Złote Lwy na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych i znalazły się w ścisłej czołówce obrazów nominowanych do Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Barańska za rolę Barbary odebrała Srebrnego Niedźwiedzia na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie.
Ekranizacja nie spodobała się jednak komunistycznym władzom w Polsce i choć film przyniósł im popularność oraz sympatię widzów, Jerzy Antczak nie dostawał propozycji zawodowych, a ich sytuacja materialna pozostawała trudna. W 1979 roku rozczarowani sytuacją w kraju wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych. Jerzy Antczak podjął pracę na Uniwersytecie Kalifornijskim, a Barańska zdecydowała się porzucić karierę i poświęcić rodzinie:
“Nie znam drugiej aktorki, która by z taką pokorą zrezygnowała z kariery, będąc w jej samym rozkwicie. Dobiegałem pięćdziesiątki, wsiadając do samolotu lecącego do Los Angeles, czułem paniczny strach i miałem potworny wyrzut sumienia. Od niej nie usłyszałem takiego wyrzutu cienia” – wspominał Jerzy.
Z kolei Jadwiga w wywiadzie dla “Faktu” mówiła:
“Skończyłam właśnie czterdziestkę i poczułam, że mam dług do spłacenia wobec bliskich. Dwa lata nie było mnie w domu, bo kręciłam film. Syn tyle czasu nie miał obok siebie matki. Zrozumiałam, że to nie granie jest najważniejsze, ale rodzina”.
W innym z wywiadów przyznała, że według niej kariera sceniczna nie powinna trwać dłużej niż 20 lat. Podkreślała, że czuje się spełniona jako żona oraz matka i nie wyobraża sobie powrotu do dawnego życia.
Mimo to reżyser i aktorka regularnie przylatywali do Polski. Podczas pobytu w ojczyźnie udzielali wywiadów i brali udział w festiwalach filmowych. W jednym z wywiadów Barańska czule wypowiedziała się o mężu:
“Jak chcesz się wspinać, to ktoś ci tę drabinę musi trzymać. Ja trzymałam jego drabinę, a on moją”.
Para tworzyła stabilny, szczęśliwy związek przez ponad sześć dekad. Niestety, z czasem Jadwiga zaczęła podupadać na zdrowiu. W jednym z facebookowych wpisów 94-letni Jerzy Antczak przekazał fanom, że jego żona poważnie zachorowała:
“Wiele tygodni temu pojawiło się u Jadzi schorzenie rogówki lewego oka. Lekarze wydali diagnozę, że stan jest bardzo poważny i grozi jej utrata wzroku. Po pewnym czasie podobny syndrom odezwał się w drugim oku. Jadzia nie należy do osób histerycznych, ale powiedziała mi: „Życie bez wzroku nie ma sensu. Lepiej odejść” – pisał zrozpaczony.
Jakiś czas później aktorka niefortunnie upadła i straciła przytomność:
“Straciła przytomność i trzeba było wezwać pogotowie. W szpitalu dokonano prześwietleń i okazało się, że jeden z kręgów jest nieco przesunięty, ponadto w prawym biodrze nastąpiło pęknięcie. (…) Syn Mikołaj kupił inwalidzki wózek, za pomocą którego najpierw musieliśmy podwieźć Jadwigę do drzwi samochodu, aby potem usadzić na siedzeniu. Cały ten zabieg był niezwykle upokarzający, trudny i bolesny. (…) Ogarnął mnie i Mikołaja strach, co będzie dalej. A dalej było coraz gorzej. (…) Nastąpiły bardzo przykre dni. Jadwiga zamknięta w sobie leży nieruchomo na łóżku całymi godzinami z zamkniętymi oczyma. Któregoś dnia, nieoczekiwanie zapytała mnie: »Czy decydenci odpowiedzieli na temat scenariusza?«. Odpowiedziałem gorzko: »Nie ma odpowiedzi«. Długo milczała, poczem powiedziała cicho: »Ano cóż, widocznie już nasz czas minął…«. Poczem zamknęła oczy i zapadła w siebie” – relacjonował.
Choć przez pewien czas aktorka mierzyła się z silną depresją, w jednym z kolejnych wpisów Antczak zapewnił, że jej stan się poprawia:
“Z Jadzi opadła apatia i czarne myśli. Nieoczekiwanie powiedziała: „Nie poddam się tak łatwo, będę walczyć do upadłego”. Sprawiała wrażenie innej osoby. Po powrocie do domu zjadła z apetytem obiad, oraz przyjęła bez oporu wszystkie lekarstwa. Wyraziła zgodę, aby trzy razy w tygodniu przychodziła pielęgniarka w celu rehabilitacji”.
Również sama Jadwiga w pewnym momencie przemówiła do fanów. 88-letnia wówczas aktorka napisała na Facebooku:
“Kochani przyjaciele, brak mi słów, aby wyrazić uczucia wdzięczności za waszą czułość. Modlitwy są jak życiodajny tlen, który podnosi mnie z łóżka i z każdym dniem przywraca regenerację kończyn i pozwala wierzyć, że jeszcze wrócę do normy. Kocham was bezgranicznie i łączę najlepsze uczucia i myśli. Wasza Jadwiga”.
Niestety, po wielu latach udanego małżeństwa i wspólnego, pięknego życia Jerzy Antczak poinformował o śmierci Jadwigi Barańskiej. Aktorka zmarła w wieku 89 lat pozostawiając swojego ukochanego męża w rozpaczy.