Maja Bohosiewicz ostatnio rozpętała burzę w sieci, po tym, jak wystawiła ogłoszenie, że szuka asystentki. Napisała na swoim Instagramie, że oczekuje od nowego pracownika „pomocy w obowiązkach prywatnych” i „rozwiązywania problemów dnia codziennego”. Szczególnie nie spodobało się jedno zdanie, które szybko zostało skasowane: „wie, że jej stan zdrowia interesuje tylko dwie osoby na świecie: mamę oraz lekarza prowadzącego„.

Maja Bohosiewicz o swojej firmie

Maja Bohosiewicz szuka asystentki. Wymagania rozwścieczyły internautów

Maja Bohosiewicz dzisiaj wytłumaczyła obserwatorkom, czy warto prowadzić swój biznes. Podała wady i zalety samozatrudnienia:

Są takie super rzeczy, że jest 10:30 i dopiero jadę do pracy, bo przeciągałam się z dziećmi, a druga rzecz jest taka, że to nie jest letni grill. Fajnie się widzi szefa na wakacjach, w dobrej bryce. Natomiast druga strona medalu to np. że w mojej firmie, z małym biurem z malutkim sklepikiem, gdzie pracuje parę osób, kosztów stałych bez produkcji, czyli muszą być jak bum cyk, cyk, co miesiąc zapłacić jest 170 tys., a w tym jeszcze nie mamy żadnego produktu – zdradza Maja.

Maja Bohosiewicz szuka asystentki. Wymagania rozwścieczyły internautów

Tłumaczy, jak wygląda zatrudnienie pracownika:

Uważam, że jak na małą firmę, to jeśli chcecie wszystko robić legalnie dawać umowy o prace np. taka rzecz, jak ktoś zarabia 5 tys. – wcale na Warszawę nie jest super dużo, ani super mało, to mój koszt to jest 8,5 tys. Prawie połowę pensji oddaje się państwu – mówi Bohosiewicz.

Jeden z internautów zwrócił uwagę, że często pracodawcę ratuje umowa B2B. Maja postanowiła wytłumaczyć, na czym polega taka umowa. Czy to oznacza, że u niej w firmie dostaje się umowę B2B?

Maja Bohosiewicz na imprezie branżowej.

Maja Bohosiewicz, fot. Niemiec/AKPA.