TYLKO U NAS: Tej jednej rzeczy Peretti nie zdołała zrobić po śmierci syna. Zemdlała po tym, co usłyszała od męża
Sylwia Peretti w podcaście dla Kozaczek.pl o tym, co wydarzyło się po tragicznej śmierci jej syna Patryka. Tak wyglądała identyfikacja zwłok.
Początki medialnej kariery Sylwii Peretti
Pierwszy raz świat usłyszał o Sylwii Peretii, kiedy brała udział w “Kuchennych rewolucjach”. Jednak prawdziwa rozpoznawalność przyszła z programem “Królowe życia”, gdzie ukazywała swoją codzienność i działalność biznesową. Warto wspomnieć, że aktualnie z obecnym mężem Łukaszem Porzuczkiem, założyła firmę specjalizującą się w rozbrajaniu bomb i pocisków.
Po rezygnacji z “Królowych”, nadal cieszy się ogromną popularnością. Choć jej życie bardzo się zmieniło, ludzie nieustannie lubią podglądać, co u niej słychać. Ostatnie lata były dla niej bardzo trudne.
Rodzina wielką siłą Sylwii Peretti
Sylwia Peretii w mediach nie ukrywała, że jej dwa poprzednie nieudane związki były lekcją życia. Jej dumą był syn Patryk, którego urodziła w wieku 18 lat. Aby odciąć się od przeszłości, przyjęła nazwisko “Peretti” po swoim ojczymie, z którym była silnie związana emocjonalnie. Takie samo nazwisko nosił jej syn.
Sylwia Peretti o identyfikacji syna po wypadku
Przeżyć śmierć własnego dziecka to jedno, ale dokonać identyfikacji to zupełnie coś innego. Do samego końca masz nadzieję, że to pomyłka. Sylwia Peretti opowiedziała w podcaście Kozaczek.pl o tym niezwykle traumatycznym momencie.
Ja już myślę, że gdybym ja pojechała na tą identyfikację, to musieliby mnie również identyfikować wtedy. Byłam w takim stanie, że…
Mama Patryka rozsypała się całkowicie po wyjściu z komendy policji. Na identyfikację nie zdołała dotrzeć. Przed tym chroniła ją również rodzina.
No wiesz, do czasu komendy jeszcze było jakoś, jakoś w miarę. Ale od momentu, kiedy wyszłam stamtąd, pojechałam do domu, to już… Amba Fatima, była i ni ma. Nie pojechałam na identyfikację. Bardzo chciałam jechać. Ja wręcz się szarpałam w domu, żeby to zrobić. Ale co wstałam z łóżka, to zemdlałam. Więc z perspektywy czasu… Łukasz i najbliżsi wiedzieli, że nie ma sensu. Uratowali mnie po prostu wtedy. Nie byłabym w stanie po prostu. Wiedziałam też, że Patryk by nie chciał.
Bardzo dużym wsparciem był dla Sylwii mąż. Łukasz Porzuczek powiedział jej wówczas słowa, które sprawiły, że zdołała się na chwilę uspokoić.
Złapał mnie za rękę, jak już widział, że ja walczę z tym, że bardzo chcę tam być. Bo jak inaczej? No przecież to był jedyny moment, żeby uświadomić sobie, że to naprawdę się stało. Złapał mnie za ręce i mówi: “Kochanie, mam do ciebie tylko jedno pytanie. Gdybyś to ty miała wypadek i była w takim stanie, czy chciałabyś, żebym ja z Patrykiem pojechał cię zidentyfikować?”. No zamurowało mnie absolutnie. Powiedziałam, że no nie, że ostatnią rzeczą, jaką bym chciała, to żeby on mnie widział. “Patryk nie chce, żebyś jechała”. I zostałam.


