Anna Wendzikowska w szczerym wyznaniu o ojcu: “Dostawałam od niego kary cielesne”
Potwierdziła śmierć mamy: "To wydarzyło się stosunkowo niedawno i nie mówiłam o tym jeszcze publicznie".
Anna Wendzikowska to jedna z najbardziej rozpoznawalnych aktorek w Polsce. Ostatnio podczas wywiadu, którego udzieliła “Plejadzie” zdobyła się na szczere wyznanie, które dotyczyło jej dzieciństwa. Jak się okazuje, wcale nie było jej łatwo, a z tamtego okresu wyszła z wieloma traumami.
Aktorka przyznała, że w jej domu nadużywano alkoholu, który po części był sprawcą całego zamieszania.
Wendzikowska dopiero później zdała sobie z tego sprawę, że relacja z rodzicami i ich zachowanie było mocno z tym powiązane.
“Z pewnością duży wpływ miała na mnie też dynamika relacji między moimi rodzicami, a także to, że w naszym domu obecny był alkohol. Dopiero po latach zaczęłam zdawać sobie z tego sprawę i wyjmować to do świadomości” – powiedziała “Plejadzie”.
“Wielokrotnie chciałam też uciec z domu (…). Do dziś pamiętam, jak tata wyrzucał mi zabawki przez okno w ramach kary za to, że nie posprzątałam. Zbiegałam na dół i zbierałam je ze śniegu (…). Dostawałam też od niego kary cielesne. Jako dziecko nie zdawałam sobie z tego pewnie sprawy, ale wewnętrznie czułam, że coś jest nie tak, że jest mi źle w rodzinnym domu (…). Próbowałam wybielić rodziców. Wmawiałam sobie, że moje dzieciństwo wcale nie było takie straszne” – przyznała aktorka.
Anna Wendzikowska nie tak dawno straciła mamę, dlatego obecnie przeżywa okres żałobny.
W tej rozmowie po raz pierwszy zdradziła publicznie, jakie emocje jej towarzyszą po śmierci matki.
“Moja mama nie żyje. To wydarzyło się stosunkowo niedawno i nie mówiłam o tym jeszcze publicznie. Pożegnanie rodziców i stanięcie w pełnej dorosłości z poczuciem, że nie da się już niczego zmienić, naprawić i napisać inaczej, jest bardzo trudne. (…) Po śmierci mamy poczułam ogromną samotność” – wyznała.
Jak większość dzieci w tamtych czasach. Takie były normy. Nie ma co się żalić, no ale jak nie piszą o mnie to trzeba coś sprzedać żeby pisali bo pracować się nie umie tylko liczyć na wpływy na konto na nic. To jest żałosne.