Joanna Racewicz 12 lat temu straciła męża w katastrofie smoleńskiej. Zamieściła poruszający wpis
Joanna Racewicz, dziennikarka w katastrofie samolotu pod Smoleńskiem straciła męża, Pawła Janeczka, który był funkcjonariuszem BOR-u. Dziennikarka była w tragicznym stanie, ale największą siłą był jej syn Igor (13 l.), dla którego poświęciła się całkowicie. Mąż dziennikarki był funkcjonariuszem BOR-u.
Joanna Racewicz wspomina śmierć męża. Zdradza, jak przekazała tragiczną wiadomość synowi
Joanna Racewicz wspomina śmierć męża
Dziś mija 12 lat od tragicznego wypadku samolotu pod Smoleńskiem. Joanna Racewicz, jak co roku publikuje w dniu rocznicy śmierci męża wzruszający post na Instagramie. Jakie w tym roku ma przemyślenia? ma żal do polityków.
Dwanaście lat. Wieczność.
Mam wrażenie, że powiedziałam i napisałam już wszystko.
Na własnych prawach.
Na swoich warunkach.
Dwanaście lat to dość czasu, żeby uwierzyć w nowe życie, zabliźnić rany, wyciągnąć rękę do kogoś, kto kiedyś odwracał się plecami. Nawet, gdy pluł w twarz i przekonywał, że to „tylko” deszcz pada.
Przebaczenie wymaga czasu. ciszy
I szansy na spokojny oddech – zaczęła dziennikarka.
Rok temu prosiłam:
„Zostawcie Tupolewa, oszczędźcie Janosika.
Nie przygniatajcie Go kwiatami.
Jemu, Im są zbyteczne.
To lustro waszych potrzeb.
Proszę mnie dobrze zrozumieć
– jestem wdzięczna za pamięć, za pochylenie nad każdym nazwiskiem odczytywanym rano
10 kwietnia na Powązkach.
Tym bardziej, że LUDZI KTÓRYCH NIE MA
w tym narodowym capstrzyku najmniej – uważa Racewicz.
Proszę mi wybaczyć – panie Premierze, panowie Ministrowie i Szefie SOP – Wasze wieńce (imponujące) – położyłam obok kamienia.
Niech to jedno jedyne miejsce, jedna jedyna przestrzeń będzie dla nas. Dla symbolu, który dla nas istotny. Właśnie teraz.
Przesadzam? Wykazuję się niewdzięcznością?
Może. Ale przez dwanaście lat nazbierałam wiele opowieści o deptaniu spokoju przy czarnym granicie. Mogę sypać nimi, jak z rękawa – pisze.
Joanna Racewicz padła ofiarą hejtu. Pokazała OBRZYLIWE wiadomości
Ktoś pozował oparty o krzyże, jakby to były misie z Gubqlowki.
Ktoś inny robił zdjęcia wtedy, gdy dzieci podlewały kwiaty na grobach ojców.
Były wycieczki z tubami, jak na meczu. Były przepychanki: „bo przecież ja ostatnio niosłam pochodnię, mam prawo zobaczyć, kto tu leży. A pani to w ogóle jest pewna, ze nie pochowała pani tu samego worka ze śmieciami?” Oraz głośne komentarze – kto zdrajca, a kto wybawiciel.
Cmentarny hyde park.
Dziękuję za wszystkie dobre myśli i każde ciepłe słowo. Dziękuję za milczenie, uścisk dłoni. Za wyszeptane – kiedyś i teraz – „proszę się trzymać”.
Choć to ulotne – więcej waży, niż potężny stelaż z goździkami zamówiony
„z rozdzielnika”.
Dziękuję.
J – oświadczyła Racewicz.
Joanna Racewicz MOCNO o pokazywaniu Agnieszki Woźniak-Starak w żałobie: ZACISKAM PIĘŚCI


Wzielas ci.po kase z moich podatkow za meza to spier…alaj
żaloba trwa przewaznie rok, a tu za zycia sie pogrzebala , to zadne wytlumaczenie , tak sie dreczyc i to publicznie, pamiec jest zawsze i jak to niektorzy dobrze ujeli winna byc zwiazana ciszą wowczas jest jej , tylko jej , grob to tylko symbol i jesli chciala go zawlaszczyc tylko dla siebie , powinna taką wole wyrazic wiele lat temu, no coż powązki to też inwestycja, ale jak to mowią chytry traci dwa razy
Ludzie, o czym , o kim Wy piszecie? Brzydka! No i co z tego? Lansuje się? Pewnie śledzicie ją, zapatrzona w siebie – powtarzam: i co z tego?
Babsko nie mówi o innych! Dajcie jej spokój, wredni ludzie!
Zapatrzona w siebie, nie zauważa, że jako jedyna wszem i wobec przypomina o tym po kim jest wdową. Wdową lansującą się nieustannie. Jeśli potrzebuje ciszy, niech ją sama zachowuje. Ale Ona wbrew temu co mówi, nie chce tej ciszy. Bo potrzebuje ciągle sama Rapla się, by inni o Niej nie zapomnieli. Bo nie o męża Jej chodzi. Tylko oNią samą. Z tego stanu trzeba się leczyć. Z parcia na szkło i chorego podejścia do operacji twarzy, która jest karykaturalna,brzydka…
Ma prawo mówić, to jej mąż i jej cierpienie!!!!!
Co za babsko
Się wyplodziła…