Leszek Gierszewski nie żyje. Nagła śmierć miliardera tuż przed świętami
Jego życiorysem można by obdzielić kilka osób: major, który rzucił armię, by od zera zbudować europejskiego giganta. Założyciel Drutexu, firmy, której okna są w milionach domów, zmarł 4 grudnia. Odszedł człowiek-legenda, który uciekł z wojska, by podbijać świat biznesu.
Nagła śmierć Leszka Gierszewskiego
Wojskowa kariera dawała bezpieczeństwo i prestiż, ale jemu było w mundurze za ciasno. Zamiast tego, w opuszczonej chlewni zaczął robić siatki i klatki. Dziś jego fabryka produkuje 7 tysięcy okien dziennie, a jej okna zdobią nawet nowojorski Hilton.
Leszek Gierszewski, twórca imperium Drutex, zmarł tuż przed świętami. Jego historia to gotowy scenariusz na film, od sklepiku rodziców, przez koszmary rodzinnej wojny o miliardy, po niedawny triumf nad kryzysem pandemicznym.
Gdy w 1985 roku zakładał Drutex, świat biznesu w Polsce dopiero raczkował. Nie miał kapitału, miał za to determinację i wizję, której nikt inny nie widział. Przez ponad 35 lat przemienił mały zakład w największego producenta okien w Europie, zatrudniającego 4 tysiące ludzi. Jego śmierć to koniec pewnej epoki przedsiębiorcy, który sukces budował własnymi rękami, często wbrew wszystkiemu, łącznie z własną rodziną.
Od wykrochmalonych fartuchów do munduru majora
Swoje pierwsze lekcje przedsiębiorczości odebrał w rodzinnym Bytowie, podglądając rodziców w ich drogerii.
Pamiętam, jak na 9 rano chodzili do sklepu, a na rękach nieśli wykrochmalone fartuchy. Byłem z tego bardzo dumny – wspominał po latach.
Ta drobiazgowość i duma z pracy zostaną z nim na zawsze. Jednak los, a może PRL, pokierował go inną drogą: do wojska.
Został żołnierzem zawodowym, a później wykładowcą obrony cywilnej. Mundur majora gwarantował stabilność, ale Gierszewskiego uwierał. Punktem zwrotnym był wujek, przedsiębiorca Leszek Kołaszewski.
Jako młody oficer byłem bardzo dumny, że mam takiego wujka. Często go podglądałem – przyznał.
To właśnie ta fascynacja światem produkcji sprawiła, że w 1983 roku podjął decyzję, która zmieniła wszystko.
Narodziny imperium “Drutex”
Po odejściu z wojska, wraz z kolegą, zaczął od produkcji doniczek pod Słupskiem. Szybko poczuł, że partnerstwo go ogranicza. W 1985 roku, równolegle, założył własną firmę – Drutex. Nazwa była prosta: robili wszystko z drutu. Siatki ogrodzeniowe, klatki dla lisów, a potem blachy. Pierwsze hale produkcyjne urządził w… wyremontowanych, opuszczonych chlewniach i oborach.
Przełom nastąpił w połowie lat 90., gdy szukając okien do własnego domu na targach, wpadł na genialny pomysł. “Jurek, wiem, co będziemy robili“ – powiedział do brata. Zamiast kupić kilka okien, postanowił kupić maszyny do ich produkcji. Zapłacił 100% z góry i zażądał dostawy. Przed Bożym Narodzeniem maszyny stanęły w Bytowie. Pierwszego dnia z linii zjechało jedno okno. Dziś – 7 tysięcy.
Miliardy, Hilton i rodzinna wojna
Pod jego przywództwem Drutex urósł do rangi europejskiego giganta. W 2020 roku obroty przekroczyły miliard złotych, a magazyn “Forbes” wycenił majątek rodziny na ponad 1,1 mld zł. Okna z Bytowa trafiały do prestiżowych inwestycji, jak nowojorski hotel Hilton. Sukces miał jednak gorzki smak.
W 2019 roku wybuchła publiczna, brudna wojna rodzinna. Gierszewski oskarżył żonę i córkę o próbę wrogiego przejęcia firmy. Konflikt był tak ostry, że na terenie zakładu pojawił się ze swoimi ludźmi Krzysztof Rutkowski, by pilnować porządku. Żona twierdziła, że to jej rodzinne pieniądze dały początek biznesowi. On zaprzeczał.
Jej pieniądze nie były mi do tego potrzebne – mówił.
Ostatecznie sąd przyznał mu rację, uznając go za jedynego decydenta o losach Drutexu.
Nawet globalny kryzys pandemiczny nie zachwiał jego imperium. Gdy inni branżowi giganci sięgali po państwową pomoc, Drutex radził sobie sam.
Czemu mi się udało? Bo na swojej drodze cały czas spotykałem mądrych, zaangażowanych ludzi. I tak naprawdę wspólnie to zbudowaliśmy – mawiał.
Leszek Gierszewski zmarł 4 grudnia 2025 roku. Firma pożegnała go w mediach społecznościowych słowami:
Prezes Gierszewski był wizjonerem, dla którego ta firma i jej pracownicy byli życiową pasją.



Szkoda, zmarl sklocony z tymi, ktorzy byli Jego rodzina przez dekady. Skorzystala mlodsza o 32 lata. ale czy bylo warto?
Takiego czlowieka trzeba podziwiac,a wy piszecie tak zle o zmarlym.
Te brzydkie komentarze to od tych którzy nie zbudowali nawet jednego okna.
Dobrze, że nie żyje, o jednego śmiecia mniej
Dobrze że nie żyje, o jednego śmiecia mniej
Bardzo dobrze, że zdechł
Wyje bane, kolejna ku rwa do piachu. Jeb any dziw karz, nareszcie cw el zdechł.
Nicość
Ciekawe
Smutna wiadomosc
coś ostatnio dużo nagłych śmierci wsród najbogatszych Polaków!, daje do myślenia. Czyżby wrogie przejęcia biznesów
Prochem jesteś … and nothing else matters …