Robert Karaś o pokonaniu Ironamana. Zdradza, w jakim momencie pomogła mu Agnieszka Włodarczyk

Robert Karaś przeszedł niezwykle wyczerpujący wyścig, czyli dziesięciokrotnego Ironamana na trasie 38 kilometrów pływania, 1800 kilometrów jazdy na rowerze i 422 kilometrów biegu w czasie 164 godzin 14 minut i 2 sekund.

Robert Karaś POBIŁ NOWY REKORD ŚWIATA w 10-krotnym Ironmanie! Agnieszka Włodarczyk komentuje

Robert Karaś o pokonaniu Ironamana w Dzień Dobry TVN

Agnieszka Włodarczyk na swoim Instastories relacjonowała przebieg ukochnaego. Tym razem z domu w Warszawie, a nie jak ostatnio z miejsca wyścigu w Szwajcarii. Teraz wyścig odbył się w Rio de Janeiro i ze względu bezpieczeństwa została w domu.

Robert Karaś jeszcze raz zabrał głos po wyścigu. Ujawnia, co tak naprawdę się stało!

Teraz Robert Karaś pojawił się w Dzień Dobry TVN i opowiedział widzom, co czuł podczas wyścigu, który trwał aż 164 godzin 14 minut i 2 sekund. Przyznał, że wszystko przebiega dobrze, jeśli nie ma żadnej kontuzji:

Głowa jak jest czysta, to idzie fajnie, jak kontuzji nie ma, to idzie fajnie. Nie jestem gotowy jak pojawiają się rzeczy nowe, na każdym wyścigu pojawia się jakaś nowa trudność – tłumaczy.

Niestety u Karasia pojawiło się wiele trudności. Najbardziej doskwierały mu obdarte stopy i zdarte paznokcie, do takiego stopnia, że musiał nawet rozciąć buty, żeby uniknąć kolejnych urazów.

Najgorsze, jak robie sobie takie mikrourazy, jak sobie paznokcia zerwałem. To ja źle dobrałem buty, źle zabezpieczyłem paznokcie i to było trudne do przerobienia – przyznał.

Następnie skomentował hejt w internacie. Pojawiają się komentarze, że jest masochistą i że jest nieodpowiedzialny, bo ma rodzinę do wychowania:

Opiniują to osoby, które to nigdy tego nie spróbowały. Dla osoby taki wysiłek jest niewyobrażalny, wejście na 4 piętro będzie trudne. Po pierwsze to jest moja praca, każdy ma inną – podkreślił.

Zdradziła też, jak do jego wyścigów pochodzi Agnieszka Włodarczyk:

Jeśli chodzi o Agę, to z każdym wyścigiem jest jej łatwiej, ale łatwiej jej było jak była blisko, a teraz w Rio nie mogła być, jest tam niebezpiecznie, nie chcieliśmy narażać Milana – tłumaczy.

Robert Karaś zabiera głos po przerwaniu wyścigu: „MAŁE SPROSTOWANIE”

Wyznał, że kiedy miał największy kryzys zadzwonił do Agnieszki:

Tak tęsknotę (red. za rodziną) miałem po raz pierwszy na 10 km przed końcem. Obudziłem się po drzemce i zacząłem płakać i nawet nie wiem dlaczego. Zadzwoniłem do Agi, słuchałem jej… – wspomina.

 
0 Komentarze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze