Robert Karaś “przeprasza za swoją głupotę” na konferencji Fame MMA
Nie cichną echa nowej afery z Robertem Karasiem w roli głównej, gdy okazało się, że sportowiec może stracić tytuł IronMana po tym, jak ukończył trasę składającą się z 38 kilometrów do przepłynięcia, 1800 kilometrów do przejechania rowerem oraz 422 kilometrów do przebiegnięcia w rekordowym czasie 164 godzin, 14 minut i 2 sekund. Jego sukces stanął pod znakiem zapytania, gdy w organizmie Karasia wykryto niedozwolone substancje. Choć początkowo Robert Karaś zarzekał się, że nigdy nie brał dopingu, w rozmowie w “Hejt Parku” zmienił wersję wydarzeń i przyznał, że “coś” mu podano, co miało zniknąć z organizmu po 72 godzinach:
Wiedziałem, że to biorę. Nie zagłębiałem się, co to jest, miałem to w du**e. Zapytałem się, czy to jest legalne. Michał odpowiedział, że po 72 godzinach nie będzie tego w organizmie. Wiedziałem więc, że to coś nielegalnego. Zapytałem o to, czy będzie miało to jakiś wpływ na moje przygotowania. Odpowiedział: „Nie Robert, to tylko teraz, żeby Cię podleczyć”. Miałem tego świadomość.
Dziś Karasiowi grozi nie tylko utrata tytułu i światowego rekordu, ale również 4-letnia dyskwalifikacja. Ponadto, na sportowca spadł prawdziwy lincz, a głosy oburzenia płyną zarówno ze strony internautów, innych sportowców, dziennikarzy jak i niektórych celebrytów.
Robert Karaś tłumaczy się z afery dopingowej podczas konferencji Fame MMA
Nad sportowcem zlitowali się jednak organizatorzy Fame MMA, którzy zaprosili go do walki w oktagonie, a także zorganizowali specjalną konferencję, na której Robert Karaś mógł wypowiedzieć się w temacie ostatnich wydarzeń. Sportowiec już na wstępie zdecydował się przeprosić “za swoją głupotę”:
Chciałem odnieść się do wydarzeń, które dzieją się wokół mojej osoby w mediach i socialach i odnieść się do moich słów, które wypowiedziałem wczoraj w Hejt Parku – mówił. Przede wszystkim nie padło najważniejsze. Chciałbym przeprosić za zaistniałą sytuację, przeprosić za swoją naiwność i swoją głupotę. Chciałem też wyjaśnić słowa, które powiedziałem w Hejt Parku. Wielu z was widzi jakieś nieścisłości.
Następnie zaczął pokrętnie tłumaczyć się z tego, co miał na myśli, mówiąc o środku dopingującym:
Jak rozmawiałem z Marcinem przed programem to też mówił, że raz mówiłem, że nie stosowałem środków dopingujących, a w Hejt Parku mówię, że jest tam coś nielegalnego – ciągnął. Może faktycznie źle to wypowiedziałem. W mojej głowie miałem środek dopingujący, taką myśl o nim, że jest to coś, co pomoże mi w przygotowaniu, pomoże mi w formie, że będę miał taką sztuczną przewagę nad innymi rywalami i o to mi chodziło. Nigdy nie wziąłem środków dopingujących, żeby zostawić w tyle konkurentów i żeby gdzieś tam niesprawiedliwie do tej mety szybciej dobiec. O to mi tutaj chodziło, a zupełnie wiem o tym, że to, co było podane w tej kroplówce i to, co było rozpisane przez lekarza, było traktowane jako doping, żeby pomóc sobie przy przygotowaniu w mojej formie. Nie chciałem być lepszym zawodnikiem, nie chciałem, żeby mi to pomogło w triathlonie i to jest ten jeden wątek.
Sportowiec nie omieszkał również nawiązać do swojego głośnego badania wariografem:
Chciałem też odnieść się do wariografu. Ja to zrobiłem, bo wiedziałem, że ja nigdy nie grałem nieczysto i wiedziałem, że sportowiec, który gdzieś tam został złapany na niedozwolonych substancjach, nigdy by tego nie zrobił. Ja chciałem zrobić coś, co sprawi, że to, co mówię jest wiarygodne i to zrobiłem.
Na koniec zaapelował do dziennikarzy:
Też chciałem zwrócić się do dziennikarzy, którzy o mnie piszą i się wypowiadają – mówił. Ja nie mam telewizji, ale mama mi podesłała filmik z większej stacji. Jak zobaczyłem, co jest tam mówione ja nie mogłem w to uwierzyć. Redakcje powielają te informacje. Że biorę sterydy, że ścigam się na dopingu. Nikt nie pisze o tych faktach, że zostało mi coś podane… Rozpisane. Ja wiem o tym, przyjąłem to. Bardziej mi chodzi o to, żeby dziennikarz napisał realnie jak było (…) Ja wiedziałem, że na tamten moment pływało w moich żyłach coś nielegalnego, ale też miałem powiedziane, że to działa doraźnie. Ja w ogóle do głowy nie brałem, że po walce, to coś ma jakiś skutek na mój trening i przekłada się na mój trening, że będę w lepszej formie. Ja bym do tego wyścigu nie przystąpił, gdyby mi ktoś to wytłumaczył.
W trakcie konferencji Karaś przyznał też, że lincz który na niego spadł mocno dał mu w kość. Jako kolejne usprawiedliwienie dodał, że mężczyzna, który podał mu środek dopingujący miał rzekomo wcześniej zareklamować go jako “lekarstwo”:
Masa tych informacji spłynęło na mnie, masa manipulacji i złych słów. Nikt obiektywnie nie spojrzał na sytuację i wiem, że innego człowieka mogłoby już tutaj dzisiaj nie być (…) To jest duże piekło i trzeba mieć grubą skórę. To miało naprawić mój organizm. To nie było przedstawione jako doping, tylko jako lekarstwo. Ja to potraktowałem jako blokadę, zastrzyk w kolano. Nie zastanawiałem się, co to jest. Ja dopiero przeczytałem, jak przyszło mi pismo, że to było w moim organizmie.


![]()