SZOKUJĄCE wyznanie Jagny Marczułajtis – chciała zabić siebie i swoje dziecko
Jagna Marczułajtis-Walczak (40 l.), polska snowboardzistka i posłanka PO, ponad trzy lata temu została mamą syna Andrzeja. Wtedy zmieniło się całe jej życie – okazało się, że chłopiec jest ciężko chory. Cierpi na nieuleczalną wadę mózgu. W wywiadzie Jagna opowiedziała o tym, jak po usłyszeniu tej diagnozy wpadła w depresję. Zdecydowała się na wstrząsające wyznanie.
Jagna Marczułajtis: Życie z niepełnosprawnym dzieckiem to nie normalne życie
Jagna Marczułajtis myślała o samobójstwie: chciała zabić siebie i swoje dziecko
W rozmowie z Super Expressem posłanka wyznała jak to było, gdy dowiedziała się o chorobie syna. Urodził się całkiem zdrowy.
Dostał 10 punktów w skali Apgar. Lekarze mówili, że nic złego się nie dzieje. Mnie to uśpiło. Ale kiedy syn skończył 5 miesięcy i nawet nie próbował siadać, to się zaniepokoiłam. Zaczęliśmy chodzić na rehabilitację, okazało się, że ma zaburzenia napięcia mięśniowego. Kiedy mały miał 6 miesięcy, po rezonansie magnetycznym usłyszeliśmy wyrok: wada rozwojowa mózgu, szerokozakrętowość zwana pachygyrią. Trzy czwarte głowy Andrzejka jest zdeformowane, zepsute…
Jagna nie radziła sobie z chorobą syna. Wpadła w depresję.
Nogi się pode mną ugięły, zaczęły mi płynąć łzy, nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę, pytałam dlaczego to spotkało właśnie mnie i jego. To był cios. Tak się w tym wszystkim załamałam, że miałam ogromną depresję. Całą zimę jeździłam z dzieckiem od lekarza do lekarza. Jeżdżąc patrzyłam tylko z jakiego mostu zjechać, albo jak to zrobić żeby się zabić razem z tym dzieckiem, żeby po prostu już nie cierpiał on i ja…
W pewnym momencie wiedziała, że potrzebuje pomocy.
To było straszne, czułam się bezsilna. Wiedziałam, że jest bardzo chory, lekarze mi powiedzieli, że to jest nieoperacyjne, nieuleczalne, postępujące. Nie wiedziałam, co robić. Nie widziałam dalszego sensu życia… mojego i jego. Nie wiem dlaczego mi się ubzdurało, że to ma wyglądać tak, żeby gdzieś samochodem spaść z mostu, wjechać pod pociąg… Tylko jedna rzecz mnie zatrzymywała: a jeśli krzywo wjadę pod pociąg, albo zjadę ze zbyt niskiego mostu i się nie zabiję i będziemy jeszcze bardziej chorzy? To co wtedy? Tylko dlatego tego nie zrobiłam. Myślałam tylko o tym, że świat mi się załamał i że nie umiem stawić temu czoła. Trwało to długo, ponad półtora roku. W tym samym czasie nie dostałam się do Sejmu i musiałam zamknąć swoją ukochaną szkołą narciarsko-snowboardową. Powiedziałam mężowi, że dalej nie dam rady i że ktoś musi przyjść do domu mi pomóc. (…) Znaleźliśmy ciepłą i dobrą osobę. Ona mi pomogła, dała mi siłę. Zrozumiałam, że są tacy, którzy mają jeszcze ciężej. Nie chciałam się poddać. Trzeba o tym mówić światu, to daje siłę. Jako osoba publicznie rozpoznawalna chcę teraz wspierać inne cierpiące matki. Właśnie od takich kobiet dostałam wsparcie.
Dziś Jagna może powiedzieć, że czuje się szczęśliwa. Przeszła terapię i leczenie farmakologiczne.
Jagna Marczułajtis – mąż, dzieci
Pierwszym mężem Jagny był Sebastian Kolasiński, mistrz świata juniorów w tańcach na lodzie. Po rozwodzie ponownie wzięła ślub z Andrzejem Walczakiem. Oprócz syna ma dwie córki, Jagodę i Igę.
ZOBACZ TAKŻE:
No i proszę drodzy obrońcy życia poczętego… Proponuję, żeby zamiast chodzić na marsze dla życia, każdy gorliwy katolik poświęcił godzinę na pomoc opiekunowi osoby niepełnosprawnej. To żadna filozofia walczyć z aborcją spacerując w ładna pogodę z transparentem, ale warto by było jeszcze wspierać to poczęte życie jak już się urodzi
Współczuje …
Do tej niżej, a co z autyzmem? Tego nikt nie zdiagnozuje. Dziecko dostaje 10 pkt w skali Apgar a potem co? Czasem masz zdrowiutki płód, a przy porodzie pójdzie coś nie tak i co wtedy? Nie da się po prostu czasem uniknąć choroby, bólu, cierpienia, po prostu się nie da.
Kolasinski a nie Kolacinski. Swoją droga dlatego trzeba robić dokładnie badania w czasie ciąży, wtedy usunąć i nie marnowac życia sobie i całej rodzinie