Uwielbiany aktor zmarł z tęsknoty za żoną. Byli razem 50 lat
To była miłość, która przetrwała pół wieku. Marian Kociniak i jego żona Grażyna poznali się w trudnym momencie życia, ale razem stworzyli wyjątkowy związek, pełen oddania, troski i codziennych gestów.
Gdy ona odeszła, on nie potrafił dłużej żyć sam. Ich historia to jedna z najpiękniejszych opowieści o miłości w polskim show-biznesie.
Ich drogi skrzyżowały się na początku lat 60.
Aktor po zawodowych niepowodzeniach i bolesnym rozstaniu z aktorką Marią Wachowiak, a ona po nieudanym związku, samotnie wychowująca dziecko. Spotkali się przypadkiem, ale to spotkanie na zawsze odmieniło ich życie.
Grażyna była dla Kociniaka wszystkim, czego szukał. Wzięli ślub w 1963 roku, mimo że nie mieli ani własnego mieszkania, ani oszczędności. Na początku mieszkali kątem u Romana Wilhelmiego, a potem w maleńkim mieszkaniu, które powoli zamieniło się w ich rodzinny azyl.
Na scenie Kociniak był duszą towarzystwa – głośny, zabawny, błyskotliwy. W życiu prywatnym również miał temperament, który nie zawsze sprzyjał domowej harmonii. Lubił biesiady, alkohol, długie rozmowy do rana. To jednak Grażyna potrafiła postawić mu granice.
„Gdyby nie Grażyna, to bym nie żył. Ona o wszystko dba – o to, żebym się nie rozpił, nie roztył, walczyła z moimi papierosami”
– mówił aktor. Gdy któregoś dnia żona spakowała walizki i zagroziła odejściem, Kociniak zrozumiał, że musi się zmienić. Zrezygnował z alkoholu i przyjaciół od kieliszka, stając się innym człowiekiem.
Ich związek nie był bajkowy – przepełniała go codzienność, kompromisy i cicha miłość. Grażyna była jego opoką. To dzięki niej mógł skupić się na pracy i tworzyć kultowe role, jak niezapomniany Franek Dolas z filmu „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”.
W ostatnich latach życia aktora, gdy chorował, to właśnie ona opiekowała się nim dniem i nocą. Czuwała przy jego łóżku po operacjach, pomagała w rehabilitacji, troszczyła się o każdy detal. Znajomi mówili, że była jego aniołem i największym wsparciem.
W lutym 2016 roku Grażyna Kociniak zmarła. Dla aktora był to cios, po którym nie potrafił się podnieść. Choć zawsze uchodził za pogodnego i energicznego, po śmierci żony zupełnie się wycofał. Nie pojawił się nawet na jej pogrzebie.
„Nie chcę już żyć” – miał mówić przyjaciołom.
Zmarł 17 marca 2016 roku, zaledwie miesiąc po ukochanej. Został pochowany tuż obok niej na cmentarzu Ewangelicko-Reformowanym w Warszawie. Ich miłość trwała 50 lat i połączyła ich na zawsze, także po śmierci.
Na scenie stworzył dziesiątki znakomitych kreacji, ale jak mówią jego bliscy – najpiękniejszą rolę zagrał w życiu prywatnym. Rola męża, którą odgrywał przez pół wieku, była jego największym dziełem. Nieidealna, bez scenariusza, ale pełna serca, lojalności i prawdy.
Niezapomniane role. Jeden z moich ulubionych aktorow.