Katarzyna Łakomska-Haracz bardzo jasno powiedziała, że dla niej takie porównania nie mają sensu. Podkreśliła, że zarówno akcja Łatwoganga, jak i WOŚP robią dokładnie to samo, czyli pomagają ludziom. Zwróciła uwagę, że pomaganie nie powinno być traktowane jak zawody, gdzie ktoś musi wygrać, a ktoś przegrać. Bo tutaj nie chodzi o wynik, tylko o to, ile dobra udało się zrobić.
I dlatego aż mnie trafia, kiedy widzę, jak ludzie próbują teraz robić z pomagania jakiś pieprzony ranking.
To jest dokładnie ten moment, w którym trzeba sobie powiedzieć brutalną prawdę to nie są dwie drużyny, oni grają do jednej bramki. Największy hejt powinni dostać politycy, że takie zbiórki są w ogóle potrzebne… – napisała.
Nie brakowało też emocjonalnych momentów m.in. rozmów o chorobie, łez, ale też śmiechu i wzajemnego wsparcia. To wszystko sprawiło, że widzowie czuli, że są częścią czegoś większego.
Problem nie w internecie, tylko w nas
Najmocniejsze w jej wypowiedzi było to, że nie obwinia samego internetu, tylko ludzi. Według niej to właśnie my mamy tendencję do dzielenia się i robienia z wszystkiego rywalizacji. Zamiast cieszyć się sukcesem i tym, że ktoś zrobił coś dobrego, często szukamy powodów do kłótni. I to jest dużo większy problem niż same komentarze w sieci. Bo to nie platformy tworzą konflikty, tylko nasze podejście.
I my, zamiast docenić, zaczynamy się żreć między sobą. To nie jest problem internetu. To jest problem mentalności. Tworzenie podziałów to nasz sport narodowy. A potem się dziwimy, że ludzie nie chcą wychodzić przed szereg. Że boją się robić duże rzeczy. No jak mają się nie bać, skoro zaraz znajdzie się ktoś, kto ich sprowadzi do parteru. Mentalnie to jest bieda. I mówię to wprost. – napisała.
Jednocześnie zauważyła, że akcja Łatwoganga pokazała też coś bardzo pozytywnego. Że mimo różnych poglądów, środowisk czy wcześniejszych konfliktów, ludzie potrafią się zjednoczyć wokół jednego celu. W streamie pojawiali się twórcy, którzy wcześniej nie mieli ze sobą wiele wspólnego, a jednak potrafili działać razem.
Na koniec podkreśliła, że warto wyciągnąć z tej sytuacji wnioski. Zamiast dzielić się na „obozy” i porównywać, lepiej skupić się na tym, co naprawdę ma znaczenie na pomocy i solidarności. Bo takich momentów, kiedy możemy zrobić coś razem, nie ma wcale tak dużo.
Nie dzielmy się i Nie róbmy z pomagania sportu. Nie odbierajmy wartości temu, co jest dobre, tylko dlatego, że ktoś zrobił to INACZEJ albo… lepiej. Bo prawda jest taka jeśli nie nauczymy się doceniać to zawsze będziemy społeczeństwem, które niszczy własne sukcesy.