AFERA Richardson z kliniką weterynaryjną trwa! “Sugerowanie, że jesteśmy “mafią, lobby”(…), to język nienawiści”
Kilka dni temu Monika Richardson poinformowała w social mediach, że straciła ukochanego psa. Celebrytka na tym jednak nie poprzestała i zaczęła krytykować klinikę weterynaryjną, w której próbowano uratować jej pupila. W związku z w tym rozpętała się prawdziwa afera, a teraz wreszcie klinika odniosła się do sprawy.
Monika Richardson toczy medialny spór z kliniką weterynaryjną
Monika Richardson to jedna z najpopularniejszych dziennikarek i prezenterek w naszym kraju. Celebrytka od kilku dni przeżywa trudne chwile i mierzy się ze utratą swojego psa Paco, po nieudanej reanimacji. Mimo wysiłku lekarzy weterynarii nie udało się uratować jej ukochanego pupila, który zjadł gumową zabawkę.
Dziennikarka w związku z nieudaną próbą ratowania, rozżalona po stracie psa opublikowała kosztorys usług weterynaryjnych i dała do zrozumienia, że lecznice są bardziej nastawione na zysk niż na realną pomoc. Do tego Richardson opublikowała zdjęcie rachunku, którego kwota wynosiła niemal 2000 złotych.
Wiecie, ja się nie znam oczywiście, ale wydaje mi się, że czegoś tutaj zabrakło. Jakiejś elementarnej przyzwoitości, odrobiny empatii. Mam wrażenie, że coś się zepsuło podczas zamiany pacjenta na klienta, a opisu leczenia na “raport sprzedaży” Ale może się mylę – pisała rozżalona dziennikarka na Instagramie.
Richardson po swoich pretensjonalnych przemyśleniach i stawianiu się w świetle ofiary, “mafii, lobby”, została mocno skrytykowana przez internautów. Wielu uznało, że nie powinna w ten sposób wypowiadać się o lekarzach, którzy próbowali uratować życie jej psa ani ujawniać danych kliniki. Ta jednak znów podeszła do sprawy dość ofensywnie.
Piszę to do wszystkich tych, którym się wydawało, że weterynaria w tym kraju to jeszcze zawód z powołania. Otwórzcie oczy: chodzi o kasę! Ci ludzie są gotowi przyjść pod mój dom. To zorganizowana szajka, która nie cofnie się przed niczym – pisała dalej w social mediach Richardson.
Teraz po kilku dniach mocnych oskarżeń dziennikarki, głos zabrała wreszcie atakowana klinika weterynaryjna. Placówka mówi wprost, że ból związany z utratą zwierzęcia jest zrozumiały, jednak media to nie przestrzeń do rozwiązywania takich sporów, a w ostatnich dniach bardzo odczuli wiele negatywnych emocji w związku z zaistniałą sytuacją.
Mimo to każda procedura medyczna to wynik wspólnego wysiłku całego zespołu – to czas, wiedza i pełne zaangażowanie, które niosą za sobą określone koszty, niezależnie od ostatecznego rezultatu leczenia (…). Uważamy jednak, że media społecznościowe nie stanowią odpowiedniej przestrzeni do merytorycznej dyskusji na temat indywidualnych przypadków. Dyskusja na forach internetowych pociąga za sobą zbyt wiele emocji, zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych. Odczuliśmy je wszyscy bardzo mocno… – pisała klinika.
Głos w sprawie afery pomiędzy wspomnianą kliniką weterynaryjną, a Moniką Richardson skomentowała również jedna z lekarek weterynarii, Dorota Morawska w rozmowie z “Pleajadą”. Lekarka twierdzi, że ta sytuacja jest obraźliwa nie tylko dla tej kliniki, ale również wszystkich weterynarzy, od których oczekuje się pomocy i empatii, ale już nie za pieniądze. Co więcej, Pani Morawska zapowiada, że wraz z innymi lekarzami weterynarii będzie apelować do Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej o oficjalną reakcję na zaistniały hejt, który wyszedł ze strony Richardson.
W naszej ocenie nosi to znamiona zniesławienia dla całego środowiska lekarsko-weterynaryjnego. Nie możemy też udawać, że to jest tylko opinia, bo publiczne nazywanie nas “szujką” i sugerowanie, że jesteśmy “mafią, lobby”, że jesteśmy bez empatii i że liczą się dla nas tylko pieniądze, nie jest w porządku. Jest to język nienawiści i hejtu, który odbiera nam godność – mówiła lekarz Morawska.

Głupia baba.Leczenie psa jest kosztowne.zxa leczenie człowieka płacisz więcej i nieasz gwarancji wyleczenia
W Holandii ludzie placa na raty.Niestety koszta sa bardzo duze.