Karol Nawrocki szczerze o rodzicach. Ojciec był nieobecny, matce publicznie wyznał miłość
Odsłonił kulisy swojego dzieciństwa pełnego bólu, nieobecności i niezwykłej więzi z matką.
Choć Karol Nawrocki, nowy prezydent RP, na oficjalnych uroczystościach podkreśla wagę rodziny, jego własne doświadczenia nie zawsze były łatwe.
W szczerych wspomnieniach wraca do skomplikowanej relacji z ojcem, którego często brakowało w domu.
Zupełnie inaczej mówi o swojej matce – Elżbiecie, którą nazywa największym oparciem i której publicznie wyznał miłość.
Relacja Karola Nawrockiego z ojcem, Ryszardem, była daleka od ideału. Prezydent RP przyznał wprost, że nie potrafił za nim nadążyć.
„Tata nie był tak wrażliwym gościem, ale do ojca miałem taką miłość uciekającą. Były takie momenty, że przez kilka lat go nie widziałem, gdzieś wyjeżdżał”
– wspominał.
Ojciec prezydenta pracował jako tokarz w gdańskiej stoczni, a jego działalność w „Solidarności” oraz późniejszy, trzyletni wyjazd do Wielkiej Brytanii sprawiły, że w życiu rodziny często go brakowało.
„Czasami nie widziałem, gdzie jest, co robi”
– mówił Nawrocki, podkreślając, że ta nieobecność odcisnęła piętno na jego dorastaniu.
W kontraście do chłodnej i zdystansowanej relacji z ojcem, jego matka Elżbieta była dla niego całym światem.
„Mama właściwie była w domu i wychowywała mnie i siostrę, ale podejmowała się różnych działalności. Pamiętam, jak założyła sklep zoologiczny niedaleko naszego domu i ten sklep wspominam miło”
– mówił.
To ona troszczyła się o niego nawet wtedy, gdy prosił, by obudziła go do szkoły.
„Mówię: jak mnie możesz nie obudzić, mam przecież swoje obowiązki w szkole! A ona odpowiadała: wyglądałeś na zmęczonego, to cię nie budziłam”.
Nic dziwnego, że właśnie do niej skierował jedno z najbardziej osobistych publicznych wyznań:
„Pozdrawiam serdecznie moją mamę (…). Kocham cię mamo, dziękuję!”.
Trudna relacja z ojcem zakończyła się dramatycznie, gdy Ryszard Nawrocki zmarł.
Karol miał wówczas 25 lat, a jego siostra Nina była nastolatką.
„Wtedy byłem tym, który nie mógł wpaść w głęboki żal czy histerię. Starałem się zadbać o mamę i o siostrę”
– wyznał.
Nina potwierdziła to we wzruszających słowach:
„Kiedy odszedł tata, mój brat przejął rolę taty, opiekował się mną, uspokajał mnie. Mówił: Nisia, damy radę, wszystko będzie dobrze”.
Tamte doświadczenia bez wątpienia wpłynęły na to, jakim sam stał się ojcem. Razem z żoną Martą wychowuje troje dzieci: synów Daniela i Antka oraz córkę Kasię. Jak sam podkreśla, stara się być obecny w ich życiu na każdym kroku – w odróżnieniu od własnego ojca.
Najlepiej drogę, którą przeszedł, podsumowują słowa jego matki, Elżbiety.
„Nigdy w życiu, w najśmielszych marzeniach, nie przyszło mi to do głowy. To zaskakujące i przerastające mnie, że to mój syn. To jest nieprawdopodobne”– mówiła.
Pewnie debatował z W. Putinem, że go nie zaprosili wczoraj…
Nie lubię Ukrainy, ale to nie jest Nasza Wina, że nie zaprosili Cię na spotkanie… Nie rozumiem, dlaczego mamy popierać kogoś, kto nie jest do końca szczery…
O jedno Cię proszę… Nie wdaj się z agresorami w walki słowne, DZIAŁAJ. W Polsce jest nieprzyjemny klimat w Sejmie, a Ty zachowaj pogodną twarz i nie pozwól na nagłaśnianie kilku opinii, jako wielki atak na córkę. Musisz jakoś Nas wyprowadzić z tego błędnego koła, w którym znalazła się Polska, gdy wciąż rodacy ze sobą walczą zamiast pozostać przy swojej pozycji i nie oceniać innych, nawet z innego kraju. Proszę Cię o stabilizację, rozumiem, że każdy się z każdym nie zgadza, ale o JEDNO chodzi, O Dobro Kraju.