Doda po całej aferze wokół filmu „Dziewczyny z Dubaju” udzieliła bardzo obszernego wywiadu w dwutygodniku „Wprost”. Pisaliśmy już wcześniej fragmenty rozmowy, a teraz przedstawiamy kolejne. Gwiazda zabrała głos na temat licznych artykułów „Pulsu Biznesu”, z których wynika, że spółka Emila Stępnia i Doroty Rabczewskiej „Ent One Investments” nie rozliczyła się z inwestorami i ma puste konta w banku, a jedna z ich spółek została zarejestrowana na Malcie.

Doda ujawnia, dlaczego aktorzy z filmu „Dziewczyny z Dubaju” nie wypowiadają się na temat afery

Doda o mężu Emilu Stępniu

Doda zapewnia w rozmowie z „Wprost”, że nie wie, gdzie są pieniądze, potwierdza, że konto jest puste, ale zaprzecza doniesieniom o spółce na Malcie:

Tam nigdy nie było konta. Zresztą wielokrotnie z Emilem rozmawiałam o tym, że pieniądze muszą być w Polsce, żeby wszystko było transparentne. Jedyne konto, o którym wiem, było założone w Polsce i dzisiaj jest puste. Co do samej Malty, ostatnio zdobyłam numer do sekretarza, który pomagał Emilowi otworzyć tam spółkę i nie został oczywiście rozliczony, i okazało się, że od roku nie jest prowadzona tam żadna księgowość. Emila ściga tamtejszy KRS. Będę miała tak samo przekichane jak on. Mogłabym uciec z tej spółki, ale wtedy pozbawię się decyzyjności w sprawie filmu i nie będę mogła już pomóc. A teraz, jako prezes, udziałowiec, mogę jeszcze walczyć – tłumaczy.

Doda pokazała oficjalny plakat do filmu „Dziewczyny z Dubaju”. WOW!

Piosenkarka jest świadoma tego, że poniesie konsekwencje prawne. Przyznaje że, nawet nie chce od tego uciekać:

Nie ucieknę od odpowiedzialności. Nawet nie chcę uciekać. Czasem trzeba zapłacić za swoją naiwność, którą wykazałam się, ufając w 100 procentach mężczyźnie, nawet jeśli to był mój mąż. Dziś podchodzę do wszystkiego zadaniowo. Gdyby ta cała afera wyszła na jaw rok temu, strzeliłabym sobie w łeb. Dzisiaj jestem silna i wydaje mi się, że jakoś to przejdę – mówi Rabczewska.

Dodaje, że nie ma dostępu do umów i nikt nie chce jej powiedzieć, gdzie są pieniądze. Okazuje się, że od lat działalnością gospodarczą artystki zajmuje się jej mama, Pani Wanda Rabczewska:

Lekcja, którą dziś staram się odrabiać, to próba namierzenia tego wszystkiego. Moja mama jest starą urzędniczką, prowadzi moją działalność gospodarczą, troszczy się o wszystkie papiery. To mega uczciwa osoba. Nigdy nikogo nie oszukałam na pieniądze i nie pozwolę sobie na to, by jakiekolwiek oszustwo było mi przypisywane. Jestem osobą publiczną, piosenkarką od 20 lat. Przecież, gdyby doszło do jakiegoś przekrętu z moim udziałem, nie mogłabym wyjść na scenę, spojrzeć ludziom w oczy… A nie mam tego w planach! – zapewnia.
Doda z rodzicami na ściance.

Wanda Rabczewska, Paweł Rabczewski, Dorota Rabczewska, fot. Niemiec/AKPA.

Jak to możliwe, że nie wiedziała o działalności męża? Tłumaczy, że sprawy papierkowe, finansowe i dokumenty wywołują u niej migreny, urodziła się do kreowania i tworzenia:

Widzę kamień i mogę napisać o nim piosenkę. I przyznaję się, że z umowami mam na bakier, choć dziś akurat do tych, które dotyczą filmu, chciałabym mieć wgląd. Prowadzenie firmy z Emilem wydawało mi się układem idealnym. Mąż – finansista, ekonomista, biznesmen i ja – artystka ze swobodą twórczą. Nie podejrzewałam, że on mógłby chcieć dla nas źle. Albo dla mnie źle. Nie jestem masochistką. Nie namawiałabym ludzi, żeby z nami współpracowali, gdybym miała z tyłu głowy, że coś pójdzie nie tak. Wręcz przeciwnie, ja tak bardzo się na to cieszyłam. Dałam się oszukać, mam nadzieję, że pani prokurator się nie da – stwierdza.

Na razie ciężko stwierdzić, kto mówi prawdę. Emil Stępień zapowiedział, że ujawni swoją wersję po premierze filmu „Dziewczyny z Dubaju”.

Doda i Emil Stępien

Doda i Emil Stępien fot. Kurnikowski/AKPA

Doda z mężem

Doda, Emil Stępień/fot. AKPA